foto5

Zakończenie roku

20141230_122155

 

„Każdy ma jakiegoś bzika…” i robi coś nie zrozumiałego dla innych. Jedni biegają po lasach, gdy termometr za oknem wskazuje grubo poniżej zera, inni wskakują wtedy do przerębla na jeziorze, a ja lubię sobie wyskoczyć na rower. Zaczęło się to w 2010. Wtedy 30 grudnia odwiedziłem Kopę, a trzeba dodać, że to była porządna zima. W 2011 powtórzyłem odwiedziny na Kopie też 30 grudnia, a w 2012 dorzuciłem do tego jeszcze Zlatý Chlum. Niestety w 2013 musiałem odpuścić sobie taką wycieczkę. Jednak w tym (a właściwie już tamtym) roku poczułem, że trzeba wsiąść na rower i porządnie pożegnać rok.

20141230_104751

 

Plan przyszedł z… no właśnie skąd? W sumie to nie wiem. Było to coś w stylu „siedzę sobie w domu i nagle mnie olśniło”. A to wszystko po godzinie 17.00 na dzień przed wycieczką. Szybki przegląd pociągów jak i gdzie można dojechać, przegląd map i … jest. WIELKA SOWA! Brzmiało dobrze. Ściągnąłem rower z wieszaka z nadzieją, że po ostatniej wycieczce amortyzator sam się cudownie naprawił. I wiecie co? Nie naprawił się. Czas na zmianę planów. Może wjazd asfaltem na Przełęcz Walimską da mi wystarczająco dużo satysfakcji? Hmmm… Nie. Z drugiej strony pojawiła się myśl, że amortyzatory to nowy wymysł i kiedyś bez nich sobie radzono więc i ja sobie poradzę. Ruszyłem.

20141230_104809

 

Start nie za wcześnie, bo pociąg miałem o 8:03. Zaraz po 9 zameldowałem się w Dzierżoniowie i zobaczyłem śnieg. Aaa.. to tutaj się ukryła zima. Szybka rozgrzewka po płaskim do Pieszyc i stamtąd już powoli do góry. Na początku po asfalcie, chociaż i na nim zalegało trochę śniegu. W nogach czułem, że to raczej środek sezonu narciarskiego, a nie rowerowego, ale powoli piąłem się w górę. Po około 16 kilometrach dojechałem do przełęczy Jugowskiej. To było miejsce gdzie porzuciłem asfalt i wbiłem się w biały puch. Nareszcie! Opony przyjemnie zapadały się w śniegu wydając przy tym miłe dla ucha dźwięk. Mimo, że stopy zamarzały, okulary parowały, a liczniki wskazywał coś około 5km/h, to odczuwałem ogromną radość. Czasami nawet słońce wychodziło zza chmur, żeby rzucić we mnie kilkoma promieniami, które pozwalały się trochę ogrzać.

20141230_122047

 

Pierwszy przystanek zrobiłem na „platformie widokowej”. Miałem zobaczyć Ślężę, nie zobaczyłem. Ale i tak było ładnie. Zmieniłem rękawiczki na cieńsze, spuściłem trochę powietrza w oponach, bo czekał mnie teraz podjazd w cięższym terenie i ruszyłem dalej. Od Koziego Siodła zaczął się jeden z moich ulubionych odcinków z maratonu z Bielawy – podjazd pod Wielką Sowę. I wiecie co. Był łatwiejszy niż w lecie. Wszelkie luźne kamienie i śliskie korzenie były pod śniegiem. Może i kilka razy musiałem się zatrzymać, bo przednie koło spotkało się z jakimś kamieniem ukrytym pod śniegiem, ale ogólnie było dosyć łatwo i przyjemnie. Nim się porządnie zmęczyłem już byłem na szczycie.

20141230_113716

 

Na szczycie spotkałem dwóch panów, którzy chyba pomieszkiwali sobie w jednej z altanek piknikowych do której domurowany był piec. Jeden z nich przywitał mnie jak na gospodarza przystało. Podszedł wypytał skąd, dokąd i po co? Chwilkę porozmawialiśmy, bo nie mógł zrozumieć, jak na rowerze można się wybrać w zimie w górki. A jednak można. Nie rozgadywaliśmy się za bardzo bo moje stopy coraz bardziej stanowczo domagały się ciepła. Jeszcze kilka zdjęć i już zjazd do schroniska.

20141230_113651

 

Zjazd krótki i dosyć łatwy. Gdzieniegdzie trochę oblodzone, ale ogólnie wszystko do przejechania. Nie minęło 10 minut, a już grzałem się przy zupie pomidorowej w schronisku. Nie zagościłem tam za długo, bo w trasie już byłem ponad 3h, i do pociągu miałem kolejne raz tyle. Generalnie teraz już miało być z górki, ale kto wie co zastanę na drodze. Po zagrzaniu się, ruszyłem. Najpierw kawałek pod górę, aby wrócić na szlak, a dalej już w dół lub w miarę po płaskim. Zatęskniłem trochę za moim amortyzatorem, bo można by było naprawdę nieźle się pobawić na zjeździe. Po dłużej chwili stanąłem na przełęczy Walimskiej. Wiedziałem, że przede mną kilkukilometrowy „asfaltowy” zjazd. Ubrałem na siebie prawie wszystko co miałem i ruszyłem w dół. Zatrzymałem się już po kilkuset metrach. Założyłem drugą czapkę, drugie rękawiczki i pognałem dalej. Nadal czułem przeszywający mróz, ale nie ma co się dziwić przy ponad 40 km/h w taka pogodę. Zjazd się trochę dłużył, a ja z nadzieją wyglądałem za jakimś wypłaszczeniem, żeby trochę pokręcić korbą i się rozgrzać. Po kilku naprawdę długich i mroźnych minutach skończył się zjazd i mogłem sobie spokojnie pokręcić już do Dzierżoniowa. Okazało się, że nawet zdążyłem na wcześniejszy pociąg…

20141230_104857

 

I na tym pora zakończyć opowiastkę, bo sama podróż pociągiem nie jest jakoś fascynująca. Chciałem jeszcze tylko pozdrowić pana ochroniarza z dworca Jaworzyna Śląska, który stwierdził, że dworzec PKP, to nie jest miejsce gdzie można przebywać z rowerem.

Jak można podsumować wycieczkę? Było naprawdę ekstra i mimo wszechobecnego ziąbu, który przeszywał każdą część mojego ciała nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu w zimowe górki.

Życzę Wam wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku!

Pozdrawiam,

Grzegorz Cz.

2 comments for “Zakończenie roku

  1. Lechu
    Lechu
    3 stycznia 2015 at 17:54

    42,2 km! Zrobiłeś Pan maraton :)
    Piękną miałeś pogodę, Grzesiu, tylko zazdrościć. No i zacięcia do zimowego kręcenia, oczywiście. Ja się przesiadłem na biegówki i na koniec roku poczłapałem na Pradziada. Też było zimowo, tylko bez słońca; zresztą na górze nie tylko słońca ale nawet wieży nie było widać – tak się zamgliło.

    Pozdrawiam w Nowym Roku
    Lechu

    • Arczi
      Arczi
      5 stycznia 2015 at 14:22

      Grzesiu, trzeba było rzucić hasłem, a całe stado by się z Tobą zabrało ! 😉 A tak na poważnie, to moje stopy takiego maratonu by nie zniosły…. Najlepszego w NR !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close