IMG_2840

Wiosenna Majorka

IMG_2965
Na wyjazd na Majorkę zdecydowaliśmy się za namową Radka i Rajmunda już we wrześniu. Zawsze opowiadali o niej w samych superlatywach, a my słuchaliśmy tych opowieści z językami na brodzie 😉 I jak tu odpuścić temat ? Jedziemy !
Na tą egzotyczną wyprawę zdecydowało się aż 10 osób ! To był frekwencyjny rekord, a dla Radzia organizacyjne wyzwanie ! Spisał się jednak wzorowo, za co bardzo mu dziękujemy !
Dla niektórych plany tygodniowego kręcenia na szosie, były absolutnie czymś nieznanym, czymś nowym. Bardziej doświadczeni czekali na ten moment mocno podekscytowani, bo pod ten wyjazd przygotowywali się od paru miesięcy.

Na kilka dni przed wyjazdem fatalna informacja… Raju nie jedzie. Z powodów osobistych niestety nie może z nami lecieć. Szkoda, bo tak się cieszył, że udało się nas namówić na ten wyjazd. Chciał być świadkiem naszej hiszpańskiej fascynacji.

Nadeszła w końcu chwila na pakowanie, wyjazd do Berlina i wreszcie lot do Palma De Mallorca. Po zakwaterowaniu jeszcze tego samego dnia, szybkie załatwienie sprawy w wypożyczalni rowerów i na odpowiednio przygotowanym sprzęcie pierwszy objazd trasy. Z racji iż już nie pozostało dużo czasu trasa wiodła na najbliższą a jakże urokliwą górkę w pobliżu miejscowości Randa. Zachwytów nie było końca… :) Jedyne rozczarowanie było temperaturą jaka przywitała nas na wyspie. Jak dla mnie trochę za zimno, ale co tam. Pewno się rozpogodzi :)

Niestety prognoza pogody na kolejny dzień nie jest optymistyczna. Będzie lało cały dzień. Tak też się stało. Wszystkie telefoniczne aplikacje się nie myliły. Część towarzystwa skorzystało z tej okazji, by w deszczu pozwiedzać okolicę.
Ta aura odpowiadała za to mnie. Grypa na dobre przykuła mnie do hotelowego łóżka. Przez te dni niestety ominęły mnie dwie najbardziej atrakcyjne trasy: Sa Calobra i Cap Formentor. :(

Na otarcie łez pojechałem za to z dziewczynami na łatwiejszą, choć równie piękną trasę do miejscowości Valdemossa i Deia. Wyjazd nie treningowy, a połączony ze zwiedzaniem cudownych miejscowości, w których nie zabrakło czasu na kawkę z „Petardą” na starym rynku. Wycieczka z kobietami okazała się całkiem okazałą „przejażdżką” z dystansem 100 km i prawie 1.200 przewyższeń !
IMG_2835
IMG_2834
Aż nadszedł ostatni dzień, w którym stanąłem na nogach po paskudnej grypie i zaliczyłem wreszcie z całą grupą wypad do Port De Soller. Pogoda zapowiadała się słonecznie, ale także mocno wietrznie. Mnie już nic nie zatrzyma ! Jadę !!!
Trasa kieruje nas najpierw do miejscowości Bunyola. Tam spotykamy się w centrum na kawce z zagubionymi wcześniej Basią i Sławkiem. Niestety „noga zasnęła” nam na chwilę, bo konsumpcja nieco się przedłużyła. Snujemy dalszy plan jazdy i grupa dzieli się na hard & soft 😉
IMG_2966
Ja oczywiście głodny jazdy decyduję się na mocniejszą jazdę. Tworzymy wraz z Darią, Anią, Magdą, Radkiem i Andrzejem hard grupę. Walka z północnym wiatrem towarzyszy nam do samego wybrzeża. Ale formujemy zmiennie szyk w peletonie i spokojnym tempem ciśniemy. Po paru kilometrach wreszcie konkretny podjazd. Serpentyny wiją się w nieskończoność, a Radek nie odpuszcza. :) Niby jestem słaby po chorobie, ale wypoczęty więc cisnę. W dobrym tempie docieramy na szczyt wzniesienia. Teraz parę fotek czekając na zerwany peleton 😉
Po krótkiej chwili każdy z osobna finiszuje z uśmiechem na twarzy. Banany w brzuchach, więc zjeżdżamy wreszcie w dół. Na szosie nie mam takiego fun-u zjazdu jak na góralu, więc robię to dość ostrożnie.
Aż wreszcie dojeżdżamy do cudownego wybrzeża. Robimy kilka fotek, zajadając się przy tym „Lewym Sierpowym” (pyszny batonik) 😀
IMG_2970
Tutaj także ustalamy kolejną formację dzieląc się z dziewczynami. Nasz grupen lider dłużej nie daje się delektować pięknym widokiem. I po krótkiej chwili znowu walka z serpentynami pod górę. Na finiszu Radzio nie pozwala się objechać stając na pedały. Siły jednak trzeba szanować, bo w drodze do Alaro trzeba pokonać jeszcze jedną górę. Tam ambitny i niezłomny lider znowu finiszuje, ale tym razem z Niemcem. Potem pędzimy już w dół. Jesteśmy ograniczeni czasowo. Musimy jeszcze zdać rowerowy sprzęt, bo to koniec w tym roku rowerowania po Majorce.
Pętla do Alaro była wyjątkowa, nie tylko ze względu na bajkowe widoczki, ale również na sumę wzniesień, których na szosie jeszcze nigdy nie pokonałem.
Dystans 120 km, 1800 przewyższeń.
IMG_2975
Czy jeszcze wrócę do tego rowerowego raju ?

Nie wiem. Szansa jest… Mam do zaliczenia tu jeszcze nieco 😉

Pozdrawiam
Arczi

3 comments for “Wiosenna Majorka

  1. Lechu
    Lechu
    22 kwietnia 2016 at 07:00

    Wiedziałem od początku, że będę żałował odpuszczenia Majorki. Może w przyszłym roku się uda?

    • R
      24 kwietnia 2016 at 07:54

      Lechu, nic straconego. W przyszłym roku tez lecimy. Szczegóły we wrześniu.

  2. Smr
    Smr
    26 kwietnia 2016 at 07:39

    Świetny wypad. Widziałem na Waszych profilach że nie próżnowaliście, codziennie spory dystans :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close