Wieluń, oczami nowicjusza



Wreszcie start na początek krótki odcinek asfaltem,



następnie zaczyna się teren i tu niespodzianka,



wjeżdżam w chmurę pyłu unoszącą się nad ziemią po jadących przede mną. Przez chwilę jadę po omacku wdychając cały ten syf, który będę czuł jeszcze długo po maratonie. Na szczęście po chwili pył opada , trasa okazuje się bardzo prosta, poprowadzona leśnymi i polnymi drogami, jednak poprzecinana odcinkami o podłożu piaszczystym.

 

Na 13 km spotykam bikera w potrzebie, złapał kapcia okazało się, że nie ma pompki oddaje mu swoją i jadę dalej, jednak na 400m przed drugim bufetem ja mam pecha, teraz ja nie mam pompki, na szczęście brać rowerowa nie zawiodła, opona jak nowa, ja wciągam jeszcze żel przegryzając bananem i popijam wodą. Dalsza jazda na szczęście odbywa się bez większych komplikacji.

 

Po pewnym czasie dogania mnie Mirek, krótka wymiana zdań w stylu jak się jedzie i już widzę tylko Jego plecy, a po paru minutach dochodzi mnie Leszek, na jego twarzy widzę zadowolenie mimo zmęczenia, jedziemy razem przez chwilę jednak i on szybko znika mi z oczu.

Do mety dojeżdżam zmęczony


ale szczęśliwy. Miejsce pewnie odległe, no i co z tego, liczy się dobra zabawa w świetnym towarzystwie. Jest to dopiero mój trzeci maraton, ale na pewno nie ostatni.

Pozdrawiam, Piotrek


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close