Tym razem padło na Piechowice !

Pogoda powitała nas należycie, choć promienie słoneczne tuż przed startem były nader uciążliwe. Ale jest dobrze, są sygnały, że błota brak ! Laughing Ustawiamy się w sektorach… Lotny start burzy niektórym szyki, bo się zrobił jeden wielki rój pszczół. Przypomniały mi się stare czasy Wink Włączona syrena sygnalizuje tylko jedno… PEDAŁUJEMY ! Laughing



 

Próbuję znaleźć sobie miejsce w peletonie, aż tu nagle po 500 metrach widzę naszego Niedoścignionego na poboczu ! WTF ?! * Wink No ładnie się zaczęło… Zatrzymuję się i patrzę co z jego rowerem jak blondynka pod maskę zepsutego samochodu Wink. Obie korby wiszą ku dołowi. Zrozpaczonemu Grzesiowi próbuję pomóc proponując mu mój rower hehe Co za poświęcenie ! A może jechać mi się nie chciało Tongue out. Grzegorz jednak szybko wybił mi to z głowy i popędziłem dalej…


Nagle obok mnie przeciska się nasza Perełka ! Bez słowa próbuje mnie zgubić… Jednak nie wie na kogo trafia !!! Czepiłem się się jego koła i wyprzedzamy powoli każdego obok. Niestety po 4 km podjazdu Kacper zaczyna mi odjeżdżać Undecided Potem na trasie spotkałem znajomą trenerkę Anię oraz Tadka (pozdrawiam). Jakoś wszyscy są w formie tylko nie ja ?! WTF ?! * Wink Wtedy łapie mnie psychiczny kryzys… Na język przychodzą same słowa autokrytyki: Dziadek, Dinozaur, Słoń, Leń… itp. Surprised



 

Otoczenie jednak weryfikuje mój defetyzm i zaczynam dostrzegać piękno ! Trasa poprowadzona cudownymi szlakami z pięknymi widokami ! Jednak to Kocham !!! Nagle całą tą melancholię burzy widok kolejnego zielonego ludka ! Nasz Diament złapał kapcia Undecided. Żal mi się go zrobiło, bo walczył o pudło ! No to kolejna przerwa… Naprawiamy. Potem Dawid postanowił jechać ze mną. Chciał mi się zrekompensować, ale nie zdawał sobie sprawy, że jego spacerowe tempo dla mnie jest mordercze ! Poprosiłem, by pojechał przede mną sprawdzić czy pogoda na mecie równie wspaniała Wink.

Odetchnąłem…


… tylko na krótko. Doszedłem Gucia, który zmagał się ze swoim popsutym sprzętem ! No to kolejna przerwa Wink Niestety jego awaria mnie przerasta. Zmuszony jest jechać dalej na najmniejszej z przodu zębatce. W sumie cierpiał tylko na zjazdach, bo pod górkę szedł jak piorun ! I takim to oto sposobem asekurowałem Gucia już do samej mety. Te ostatnie kilometry były dla mnie poezją, bo było z górki i nie łatwo ! A to właśnie lubię ! Laughing


Zakochałem się ponownie w Piechowickiej trasie ! Szkoda, że jechaliśmy w tak okrojonym składzie… Zespołowo trochę pechowo ale na szczęście bez upadków i kontuzji ! Szkoda, że inni nie mogli cieszyć się tym Izerskim klimatem…



 

Pozdrower, Arczi
* amerykańskie przekleństwo „CO JEST ?” Wink

 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close