Przechwytywanie

Road Trip – czyli 8 dni na Słowacji i Rumunii

Prolog

Plan wyjazdu „gdzieś dalej” siedział mi już w głowie od kilku lat. Kiedyś miała to być Szkocja. Kupiłem nawet mapę na tym się skończyło. Jednak chęć wyrwania się , mocno stłumiona, siedziała i cierpliwie czekała. Pojawił się nowy pomysł. Nie był zbyt szczegółowy. Jego ideą było wyjechać „gdzieś” żeby pojeździć „gdzieś” z „kimś”. Jedynie termin był znany i miał to być czerwiec. Na początku moje myśli krążyły wokół Szkocji lub Skandynawii. W między czasie pojawił się kompan podróży, Mateusz, który jest raczej ciepłolubny więc nasze oczy skierowały się w południowym kierunku. Serbia, Macedonia, Albania brzmiały kusząco, ale czas nie pozwalał na zbytnie szaleństwo. Padło na Rumunię. I tak zaczęło się szczegółowe planowanie… W sumie to nie. Nigdy takie planowanie się nie zaczęło. Ustaliliśmy tylko dokładną datę i ogólnikowo miejsca, które chcieli byśmy przejechać. Jako cel, obraliśmy trasę Transfogarskią i zamierzaliśmy powoli się do niej zbliżać każdego dnia. Takie wytyczne wystarczyły żeby w sobotę, 20 czerwca, stawić się gotowym do podróży.

Dzień I – Dedinky, Slovakia, 40.57 km, 1:56 h

http://app.endomondo.com/workouts/546284055/6756712

SAM_0597Dzień zaczął się od pakowania samochodu. Włożenie dwóch rowerów, plecaków, namiotów i całej masy innych rzeczy do Peugeota 207 okazało się pierwszym wyzwaniem. Po wygranej walce z pojemnością bagażnika ruszyliśmy. Plan był prosty. Dojechać pod Vysoké Tatry na Słowacji, zrobić pętlę na rowerach, a na końcu znaleźć nocleg. Niestety pogoda na miejscu okazała się mało łaskawa więc postanowiliśmy ruszyć dalej na południe. Tak trafiliśmy do wioski Dedinky przy pięknym jeziorze Palcmanská Maša. Wyciągnęliśmy rowery zachęceni słońcem i ruszyliśmy na pierwszą przejażdżkę.

SAM_0601Na początku lekko w dół, później w górę, dół, górę… W końcu jakieś góry :) Aż było miło pomachać nagami po ponad miesięcznej przerwie. Wjechaliśmy na przełęcz Súľová (909 m n.p.m.), po drodze podjeżdżając kilka ciasnych serpenty i kilka naprawdę stromych odcinków. Robiło się już chłodno, więc postanowiliśmy wracać. Mimo powrotu tą samą drogą nie było wcale nudno. Znowu było w dół, w górę, w dół, … tylko w drugą stronę. Serpentyny w czasie zjazdu okazały się bardzo ciasne, a stromizny pozwalały się nieźle rozpędzić. W sumie przejechaliśmy trochę ponad 40 km (+500 km samochodem). Na rozgrzewkę w sam raz.

Po powrocie, szybkie jedzenie, rozkładanie namiotów, prysznic i do spania, bo czekał nas kolejny dzień i Rumunia.

Dzień II

SAM_0604Wstaliśmy rano, aby zjeść przepyszne śniadanie z widokiem na jezioro. Mimo chłodu nie chciało się jakoś zbierać i pakować znowu do auta, ale w końcu ruszyliśmy. Tym razem za cel obraliśmy Aleșd w Rumunii gdzie planowaliśmy zrobić większą pętlę. Dojechaliśmy bez większych przeszkód. Problemy zaczęły się dopiero na miejscu. Pierwszy problem to bariera językowa. Dosyć ciężko było znaleźć człowieka anglojęzycznego. W końcu po długich poszukiwaniach znaleźliśmy. Przemiły Pan powiedział, że namiotu raczej nigdzie tutaj nie rozbijemy bezpiecznie. Wskazał nam motel gdzie możemy przenocować, ale nie dawaliśmy za wygraną. Szukając dalej spotkaliśmy Pana, który myślał, że jesteśmy Słowakami więc zaprowadził nas do Słowaka. Z nim już było łatwiej się dogadać i dowiedzieliśmy się, że w następnej wiosce, Călățea, można się rozbić. Pojechaliśmy więc to sprawdzić. Trasa do Călățea pokrywała się z naszą zaplanowaną pętlą rowerową i ku naszemu nieszczęściu okazała się okropna. Jakość asfaltu, czy kostki brukowej dała nam do zrozumienia, że to nie miejsce dla rowerów szosowych. SAM_0608Trochę nas to zasmuciło więc, na pocieszenie, postanowiliśmy zjeść obiad w jakimś urokliwym miejscu. Po obiadku z pięknym widokiem ruszyliśmy dalej w głąb Rumunii, niestety nadal samochodem. Na poszukiwanie noclegu zatrzymaliśmy się w Someșu Rece. Tam w sklepie jakaś pani zadzwoniła po Stefana, który okazał się bardzo miłym człowiekiem, właścicielem Yachting Club Tarnita i do tego liderem turystycznej grupy rowerowej, która działała w tamtych okolicach. Dzięki niemu mieliśmy gdzie spać i wiedzieliśmy gdzie pojechać na rowerach dnia następnego.

Dzień III – Județul Cluj, Romania, 77.87 km, 4:24 h

http://app.endomondo.com/workouts/549281516/6756712

SAM_0622Obudziliśmy się rano, a po rozchyleniu pół mieliśmy piękny widok na jezioro i góry. Zauroczeni miejscem zjedliśmy śniadanie na molo i uśmiechnięci ruszyliśmy poznawać okoliczne tereny z perspektywy siodełka. Dzień zaczął się pod górę i tak aż do wioski Mărișel. Okazała się ona bardzo uroczą i rozległą wioseczką wysoko ponad pozostałymi. Oprócz wielu plusów miała też kilka minusów. Były to odcinki drogi, lub jej brak. Gdzieniegdzie można było spotkać świeży asfalt, gdzieniegdzie szutrową drogę, a w jednym miejscu spotkaliśmy nawet ekipę, która z szutrowej drogi robiła drogę asfaltową. SAM_0635Za wioską zaczął się zjazd do jeziora Beliș-Fântânele. Było naprawdę stromo i kamieniści, bo tam jeszcze panowie z asfaltem nie dojechali. Gdyby nie fakt, że mieliśmy rowery szosowe, to można by tam nieźle poszaleć… a tak powoli staczaliśmy się z góry z nadzieją, że nie przebijemy dętek. Po dojechaniu w pobliże jeziora pojawił się asfalt i ładne widoki więc uśmiechnięci jechaliśmy dalej. Przy jeziorze kilka fotek na pamiątkę i powrót. Tym razem szutrowy odcinek był podjazdem na którym nieźle trzeba było się napracować. Jednak jak to życiu bywa, po podjeździe musi być zjazd. I tak było tym razem. Asfalt pozostawiał wiele do życzenia, ale „był” i to było najważniejsze.

SAM_0648Po powrocie do Yachting Clubu spakowaliśmy rowery i ruszyliśmy dalej celując na nocleg w okolicach Malaia gdzie następnego dnia mieliśmy w planach pojeździć. O ile droga zleciała szybko, to szukanie miejsca na rozbicie namiotów strasznie się dłużyło. W końcu zrezygnowani znaleźliśmy kawałek trawy przy drodze. Mateusz postanowił spać w samochodzie, ale ja potrzebowałem się wyspać więc rozbiłem sobie namiot. W czasie rozbijania namiotu słyszałem z daleka szczekanie psa, które powoli się zbliżało. Trwało to jakiś czas i w końcu piesek doszedł do mojego namiotu (w którym już na szczęście wygodnie sobie leżałem). Szczekał tak na mnie (a może na namiot) jakąś godzinę i w końcu chyba dał za wygraną i gdzieś poszedł, a ja mogłem spokojnie zasnąć.

Dzień IV – Mălaia, Județul Vâlcea, Romania, 118.36 km, 5:30 h

http://app.endomondo.com/workouts/547876390/6756712

SAM_0659O poranku obudził nas dźwięk ostrzonej kosy. Trochę jak z horroru :) Po otwarciu namiotu okazało się że po drugiej stronie ulicy jakiś dziadeczek ścina trawy. Widok dopełniały trzy krowy pasące się przy ulicy kilka metrów od nas. Szybkie śniadanie i pakowanie, aby podjechać pod restaurację, zostawić samochód i wsiąść na rowery.

Pierwsze kilometry były dosyć płaskie. Do tego słońce pięknie świeciło więc raźno parliśmy do przodu. Jednak z każdym kilometrem robiło się coraz bardziej pod górkę. Serpentyna za serpentyną ciągnęły się w nieskończoność i męczyły niemiłosiernie. Na 36 kilometrze dotarliśmy do końca naszej wspinaczki – przełęczy Curmătura Vidruței (1571 m n.p.m.). Stamtąd zaczął się krótki i ostry zjazd do jeziora Lacul Vidra. Już na zjeździe gdzieniegdzie można zobaczyć kawałek tego okazałego jeziora, jednak z bliska prezentowało się o wiele bardziej okazale. Po krótkiej przerwie pojechaliśmy wzdłuż jeziora do wioski Obârşia Lotrului. SAM_0668Tam czekając na Mateusza i obiad spotkałem trzech Polaków na motorach. Jechali trasą 67C zwaną również Transalpiną i niesamowicie się nią zachwycali. Opowiadali o pięknych widokach i równym asfalcie, aż chciałoby się jechać tam jeszcze dzisiaj. Jednak w nogach już mieliśmy jakieś 60 km i czekał nas jeszcze powrót więc musieliśmy zrezygnować. Po napełnieniu żołądków i bidonów ruszyliśmy w drogę powrotną. Dobrze wiedzieliśmy co nas czeka więc mocno się nie martwiliśmy. Jeden krótki podjazd, a później ponad 30 km zjazdu. Oczywiście podjazd spowodował, że nieźle się napociliśmy, ale zjazd spokojnie zdążył nas wysuszyć. Po drodze dogoniło nas jakieś auto i postanowiłem urządzić sobie z nim małe zawody. Nie wiem czy kierowca był ich świadom, ale ja bawiłem się świetnie. Byłem blisko przegranej, ale roboty drogowe pojawiły się w dobrym momencie i do mety (tj. wjazdu do Voineasa) nie dałem się dogonić. No i tyle było z tego odpoczywania na zjeździe… Końcówka, tak jak początek, dosyć płaskie i po kilku szybkich minutach już pakowaliśmy rowery do samochodu.

SAM_0662W międzyczasie zaczęliśmy rozglądać się za prysznicem. Restauracja, przy której zaparkowaliśmy była również pensjonatem, ale niestety nie udało nam się tam dostać do prysznica. Mimo to i tak dobrze wspominamy dziewczynę która tam pracowała i cierpliwie odpowiadała na nasze wszystkie pytania, nawet te najdziwniejsze dotyczące się mycia w rzecze na przeciwko. Odradzała, ale gdzieś umyć się trzeba więc padło na rzekę. A jak to w górskich rzekach bywa, woda nie należy tam do najsuchszych i najcieplejszych. Po myciu ruszyliśmy w końcu w stronę Transfogarskiej, którą mieliśmy zdobywać dnia następnego. Na temat kolejnych 50 km samochodem które nas dzieliły od miejsca noclegowego można by napisać książkę, ale napiszę tylko dwie rzeczy:
– nie wierzcie google maps w Rumunii,
– to, że droga ma jakieś sensowne oznaczenie na mapie, nie oznacza to, że jest sensowna w rzeczywistości.

Dzień V – Județul Argeș, Romania, 109.66 km, 5:38 h

http://app.endomondo.com/workouts/549280650/6756712

SAM_0703Nastał dzień na który czekaliśmy. Zapowiadał się znakomicie. Słońce świeciło, a przed nami rozciągała się trasa Transfogarska. Samochód zostawiliśmy przy jeziorze Lacul Vidraru i ruszyliśmy w drogę. Pierwsze 25 km wzdłuż jeziora poszło nadzwyczaj szybko. W nogach było czuć wczorajszą wspinaczkę, ale przyjemny widok na jezioro skutecznie zagłuszał zmęczenie. Po pierwszych 25 km zaczęło się robić coraz ciężej. Trochę bardziej pod górę, trochę cieplej, ale nadal świetne widoki rekompensowały wszystko. Po wyjechaniu z lasu zaczął się właściwy podjazd. Około 15 km mocno pod górę. Z jednej strony chciałem to zrobić ambitnie, z drugiej strony piękne widoki nie pozwalały skupić się tylko na jeździe. Po drodze minęliśmy się z kilkoma motorami. Głównie na tabliczkach było widać znaczek PL co dodawało otuchy. Czas leciał urozmaicany różnymi widokami i krótkimi spotkaniami z ludźmi na trasie. Szczyt był coraz to bliżej. W końcu pojawił się wjazd do tunelu, który prowadził na drugą stronę góry. SAM_0712Rzekłbym, że było widać światełko w tunelu, ale tak nie było. Było tam kompletnie ciemno i zimno. Krótki postój przed wjazdem, szybkie ubieranie się i w drogę. Ostatni kilometr w ciemnościach i wyjazd na drugą stronę. Po południowej stronie góry mieliśmy piękną pogodę, natomiast północna powitała na chmurami. I to dosłownie bo z tunelu wyjeżdżało się właśnie w chmury. Postanowiłem zjechać kawałek w dół zobaczyć jaki widok jest z tej strony. Jednak chmury się nie przerzedzały więc wróciłem w okolice tunelu i zamówiłem zasłużony obiad – kiełbasa, ziemniaczki i co tam sobie jeszcze zażyczyłem :). SAM_0710W międzyczasie przyjechał Mateusz, zmęczony, ale zadowolony. Nie obeszło się oczywiście bez kilku zdjęć i po dłuższym postoju ruszyliśmy w dół. Zjazd oczywiście minął niesamowicie szybko z małymi przerwami spowodowanymi np… owcami na drodze.

Po dojeździe do samochodu dowiedzieliśmy się jaka pogoda ma być na Słowacji w dniach następnych i zdecydowaliśmy, że jeszcze tego dnia ruszymy powoli w drogę powrotną do Polski z przerwą u naszych południowych sąsiadów. Jednak zanim na dobre ruszyliśmy w trasę trzeba było się porządne umyć po tak intensywnym dniu. Ja wybrałem górski potok (jak zwykle mokry i niemiłosiernie zimny), Mateusz prysznic w przydrożnym motelu. Po kilkudziesięciu kilometrach złapał nas deszcz. Jak przestało padać postanowiliśmy rozbić namioty gdzieś na trasie przy rzece. Zrobiliśmy to w samą porę, bo deszcz jak zaczął padać drugi raz to nie odpuszczał już do rana…

Dzień VI

SAM_0725Rano deszcz nadal padał więc zwinęliśmy przemoczone namioty, szybko się spakowaliśmy i ruszyliśmy na Słowację, gdzie miało przywitać nas słońce. Sama podróż minęła bez większych ekscesów i późnym popołudniem zameldowaliśmy się kolejny raz w Dedinkach. Na ten dzień nie przewidywaliśmy jazdy na rowerach więc wieczorem usiedliśmy przy pizzy i delektowaliśmy się życiem oglądając Słowacką telewizję.

Dzień VII – Dedinky, Štrba, Slovakia, 103.23 km, 4:32 h

http://app.endomondo.com/workouts/549649707/6756712

SAM_0738Noc i poranek, jak się spodziewaliśmy, były naprawdę mroźne. Po leniwym wstawaniu i śniadaniu postanowiliśmy zrobić sobie małą pętle, która zmieniła się w trochę większą. Zaczęliśmy od rewelacyjnego zjazdu serpentynami z pięknymi widokami. Dzień dobrze się zaczynał. Ale jak to po zjazdach bywa, jest podjazd. Ja postanowiłem trochę ambitniej naciskać na pedały, Mateusz niestety trochę się zaziębił i noga mu kompletnie nie podawała. W końcu zdecydowaliśmy, że Mateusz wróci krótszą drogą, a ja dokończę zaplanowaną pętlę. I tym sposobem ruszyłem w 15 kilometrowy podjazd na przełęcz Súľová (ta sama co pierwszego dni), tylko tym razem z drugiej strony. Jechało mi się naprawdę dobrze, chociaż w pewnym momencie zwątpiłem czy te serpentyny kiedyś się skończą. W końcu po nierównej walce zaczął się krótki zjazd, który dał chwilę wytchnienia. Dalszą drogę pamiętałem z pierwszego dnia więc śmiało pognałem z powrotem do Dedinek.

SAM_0752Jako, że tego dnia nie jechaliśmy nigdzie dalej samochodem, to postanowiliśmy zobaczyć co można znaleźć wokół jeziora. Szukaliśmy, szukaliśmy i nic nie znaleźliśmy. I to właśnie dlatego tak nam się spodobało to miejsce. Tylko cisza, spokój i piękne widoki.

Dzień VIII – Vysoké Tatry, Slovakia, 52.22 km, 2:13 h

http://app.endomondo.com/workouts/550168244/6756712

SAM_0768Na ostatni dzień zaplanowaliśmy pętlę, którą chcieliśmy zrobić pierwszego dnia. Jako, że Mateusz nie czuł się najlepiej, to został w aucie na krótką drzemkę, a ja skróciłem trochę trasę i pognałem sam. Początek zaczął się ambitnym 10 km podjazdem, ale widok Tatr wyłaniający się co jakiś czas zza chmur dodawał otuchy. Po 10 km zaczął się zjazd gdzie po lewej co jakiś czas wyłaniały się góry, a po prawej widoki na wioski w dole. Czasami człowiek ma wrażenie, że mimo zrobienia pętli było więcej zjazdów niż podjazdów. To był właśnie taki dzień. Po zrobieniu ponad 50 km zameldowałem się przy samochodzie z uśmiechem na twarzy.

SAM_0771I tak minęła ostania pętla naszej wycieczki. Zostało jeszcze jakieś 450 km w samochodzie z małą przerwą pod Krakowem na grilla u cioci i wujka, których serdecznie pozdrawiam. W domu zameldowaliśmy się około 21:30, zmęczeni ale ze świadomością, że to był naprawdę udany wyjazd.

 

Finał

SAM_0651Ciężko podsumować wyjazd w kilku słowach. Ciężko było go również krótko opisać i widzę, że i tak krótko to nie wyszło. Więc jeśli ktoś to jeszcze czyta, to gratuluję cierpliwości.

Może na podsumowanie kilka banalnych i chaotycznych myśli które pojawiły mi się w głowie w czasie wyjazdu i zaraz po nim:
– podstawowe zwroty w języku zrozumiałym dla ludzi znacznie mogą ułatwić życie,
– zanim wyruszysz w podróż, sprawdź dokładnie co koniecznie trzeba odwiedzić,
– jak rano wstajesz to dzień robi się dłuższy,
– kaufland jest wszędzie,
– uśmiech na twarzy daje +10 do wytrzymałości,
– drogi w Rumuni zawsze są zagadką,
– łatwiej ugotować ryż dla dwóch osób niż makaron,
– do Rumuni trzeba wrócić na Transalpinę i pn. cześć Transfogarskiej

Więcej zdjęć:

picasaweb.google.com/…/RoadTripSlwacjaRumunia2015

 

Kilka liczb:
2800 km – dystans pokonany samochodem
5.1 l – spalanie samochodu na 100 km
500 km – dystans pokonany rowerem
24 h – czas spędzony na rowerze
6000 m – orientacyjna suma podjazdów
70.31 km/h – maksymalna zanotowana prędkość

2 comments for “Road Trip – czyli 8 dni na Słowacji i Rumunii

  1. Lechu
    Lechu
    8 lipca 2015 at 07:27

    Świetny pomysł z przejazdami samochodem, o wiele więcej ciekawych tras można zaliczyć.

  2. Arczi
    Arczi
    8 lipca 2015 at 23:29

    Widzę, że nic się tam nie zmieniło 😄 dziurawe drogi i lodowata woda w rzece podczas toalety 😆

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close