IMG_1522

Relacja Swieradów Zdrój

Świeradów to mój drugi po Ičici integracyjny wyjazd w moim inauguracyjnym roku członkowskim w grupie mtb K-ce. Miałem nadzieję, że mi się jeszcze tym razem relacjonowanie upiecze, ale dyspozycja Prezesa nie pozostawiała złudzeń Nowy musi się wykazać ! Jest piątkowy wieczór. Właśnie minęły dwa tygodnie od wyjazdu do Świeradowa. Przypominam sobie , że właśnie w tym czasie miałem się wyrobić z relacją. Jestem z grupą przyjaciół na przedłużonym weekendzie w Pieninach. Właśnie zaliczyliśmy kapitalną traskę, wędrując od Palenicy po bajkowy wąwóz Homole. Wszystkim polecam. Wieczorna impreza w naszej chatce rozkręca na dobre.

No to zobaczmy, czy coś jeszcze pamiętam ze Świeradowa…

Założenia wyjazdu były proste. Jak największa frekwencja członków, ich rodzin i przyjaciół. Nie wiem jak z tym było w przeszłości, ale na mnie liczba 39 uczestników zrobiła duże wrażenie. Rowerowe trasy w sobotę i niedzielę to motyw przewodni wypadu.

Było wczesne, piątkowe popołudnie, kiedy zajechałem na miejsce naszej świeradowskiej noclegowni. „Pod wyciągiem”, bo tak nazywała się nasza „hacjenda”, przywitała mnie spora część naszej ekipy.

Rzut okiem i stwierdzam, że nasza meta lata swojej świetności miała już dawno za sobą.

Na moje pierwsze zaczepnie rzucone pytanie o stan naszych pokoi, spotykam się ze z przeszywającym mnie zabójczym spojrzeniem Basi, po którym przełykam ślinę i uznaję pytanie za niebyłe.

W trakcie pobytu przekonuję się, że równie leciwi co pensjonat właściciele, starali się gościnnością, rekompensować niedomogi swojego lokalu.

Po krótkiej wymianie zdań dowiaduję się, że część ekipy w tym Floro z Karoliną, Bączek z Anetą, Arek z Ewą, Grzesiek i Jarek przyjechała na miejsce wcześniej i piątkowy dzień przeznaczyła na pierwsze udane, nie tylko rowerowe rozpoznanie terenu.

Zapada zmierzch. Rozpalamy ognisko i zaczynamy grillowanie. Trwają ożywione dyskusje w mniejszych grupkach. Przecież to już wrzesień, znaczna część sezonu już za nami. Każdy chce się więc podzielić swoimi wyczynami i eskapadami.

Kiedy temperatura jest już odpowiednia, swoje pięć minut mają Karolina i Floro, nasza świeżo upieczona teamowska Młoda Para ! Huralne STO LAT i wyjątkowy bukiet kwiatów dopełniają ceremonii.

Wieczór niepostrzeżenie przekracza północ. Mało kto w tym ja pamięta, że następnego dnia rano mamy ambitne plany przejechania morza kilometrów na wymagających w równej mierze techniki co i mocy, a zwłaszcza koncentracji Single-tracków pod Smrkiem.

Ostatnie intergracyjno-grillowe niedobitki w tym ja, schodzą o trzeciej nad ranem do swoich kajut, mozolnie wdrapując się na swoje piętra, po straszliwie stromych o tej porze schodach naszego pensjonatu.

Jeszcze raz w tym miejscu podziękowania ode mnie Andrzejowi. Bez niego moja podróż do kajuty nie zakończyłaby się sukcesem.

Rano cały mój pokój ochoczo się budzi. Jeszcze tylko poranna gimnastyka i schodzimy na śniadanie.

Apetyty dopisują, ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić, bo za chwilę będzie nieźle trzęsło.

Wszyscy zbieramy się przed pensjonatem. Pogoda nam sprzyja. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i ruszamy na trasę. Mijamy centrum Świeradowa. Naprawdę dawno tu nie byłem. Zmieniło się nie do poznania. Oczywiście pozytywnie. Deptak, kafejki, parasolki. Wszystko jak należy. Coś mi mówi, że jeszcze tu dzisiaj wrócę. Dalej jedziemy w stronę Gondoli, by po kilku minutach pedałowania minąć Świeradów i przed Czerniawą zjechać z głównej drogi na rowerowe asfalty i ostatecznie dojechać do miejsca gdzie zaczynają się nasze singielki. Na pierwszy ogień czarna trasa „Nad Czerniawą”.

Ekipa jest pełna euforii. Leszek i Sławek Mędrecki wyjaśniają jeszcze raz nasz plan na dzisiaj. Do przejechania jest ponad 70 km, z czego większość po czeskiej stronie.

Zaczyna się zabawa. Po pierwszych kilometrach ustala się rozkład sił i kolejność w peletonie. Obserwuję miny kolegów i nie mam wątpliwości, że są w siódmym niebie. Mi przypada rola zamykania peletonu. Po moich wczorajszych wyczynach nie stać mnie na nic więcej. Pilnuję więc mozolnie koła Basi i jak się dalej miało okazać, będzie to dla mnie wystarczające wyzwanie na ten dzień.

Za to nasz teamowy kamerzysta Sławek czuł się jak ryba w wodzie. Wszędzie go było pełno. Z kamerką na kasku objeżdżał peleton ze wszystkich stron, relacjonując w ten sposób nasze wyczyny. Wtórowali mu Arczi i Leszek, którzy raz po raz, zastawiali się na nas w co ciekawszych miejscach z kamerkami. Mijaliśmy kolejne hopki, mostki, strome zjazdy i ostre zakręty. Wszystkiego tego jest tu pełno. Doskonały poligon doświadczalny zarówno dla żółtodziobów jak i naszych grupowych hartów.

Niepostrzeżenie przejeżdżamy na czeską stronę. Po drodze tracimy Bączka, który przegrywa z rozstrojem żołądka i musi zjechać z trasy. Szkoda Asia i Piotrek będą mu towarzyszyć. Reszta ekipy w dobrym tempie połyka kolejne kilometry. Pojawiają się pierwsze oznaki zmęczenia. Okazja do odpoczynku nadchodzi w odpowiedniej chwili. Rozsiadamy się w Hubrtce. Czeskie piwo i pyszna jagodzianka zrobiły swoje. Z ochotą ruszam w dalszą drogę.

Razem z Basią stwierdzamy, że trasy po czeskiej stronie robią na nas dużo większe wrażenie. Są lepiej przygotowane i ciekawsze technicznie, no i dużo bardziej malownicze. Nie uchodzi to również uwadze Leszka, którego widzę teraz raz po raz pstrykającego kolejne fotki.

Niepostrzeżenie nasza przygoda rowerowa zbliża się ku końcowi. Przejeżdżamy na polską stronę i na parkingu k. Czerniawy rozdzielamy się. Niespełnieni jeszcze Ściganci zaliczają 10 kilometrowy Zajęcznik, a Basia ze Sławkiem, Daria i Grzesiek M. z Kacprem oraz ja zjeżdżają w stronę Świeradowa. Przejeżdżając przez centrum, zatrzymujemy się w kafejce na pysznym jabłeczniku i kawce. Starsi panowie trzej przygrywają skocznie obok nas na deptaku. Jest wesoło. Czujemy się spełnieni.

Moje Endo notuje 56 km i 1142 m przewyższenia.

Wieczorem, kiedy wszyscy ponownie spotykamy się razem przy ognisku podsumowujemy, że obyło się bez strat zarówno w ludziach jak i sprzęcie. Bączek zameldował, że czuje się już lepiej.

Kiedy grill rozkręca się na dobre, zaskakuje nas ulewny deszcz. To znak na zmianę pogody. Niestety będzie tak padać całą noc. Morale na niedzielną trasę załamuje się po raz pierwszy.

Poranek wita nas chłodem i deszczem i dopełnia dzieła zniszczenia. Przy tej pogodzie jedynie Michał, Grzesiek Cz. i Jarek decydują się zaliczyć swój trening. Wyruszają asfaltem pod Stóg Izerski. Pozostali po śniadaniu pośpiesznie się pakują i opuszczają zgrupowanie. Nie udaje mi się ich namówić choćby na spacer po mieście . Pozostaje więc pewien niedosyt.

Trzeba tu będzie jeszcze wrócić, bo okolica jest tego warta. Miejmy nadzieję, że następnym razem uda się zobaczyć coś więcej. Jeszcze raz dziękuję organizatorom za pomysł wyjazdu i poświęcony czas.

Z rowerowym pozdrowieniem, Rajmund

 

5 comments for “Relacja Swieradów Zdrój

  1. smr
    22 września 2015 at 17:36

    Fajnie się czyta- udany debiut! :)

  2. Arczi
    Arczi
    23 września 2015 at 10:49

    Super nam się meeting udał ! A Raju fantastycznie to ujął :) Rekord frekwencyjny ! Szkoda tylko, że pogoda o jeden dzień za wcześnie się popsuła. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego :)

  3. Lechu
    Lechu
    23 września 2015 at 14:12

    Taka duża dawka kręcenia po smrekowych ścieżkach pozostawia niezatarte wrażenia.
    A Pieniny, jak widać, wyostrzają wspomnienia :)
    Super, Raju!

  4. Anonim
    25 września 2015 at 10:38

    Dzięki Panowie za sowa otuchy. Następnym razem proponuję ustalić relacjonującego na początku wyjazdu. Wtedy na pewno więcej się zauważy. Ja miałem kłopot, żeby o każdym coś wspomnieć, a zadanie nie było przy tej ilości uczestników łatwe :)

  5. Magda
    25 września 2015 at 15:32

    Drogi Galu Anonimie! Relacja super, nic dodać, nic ująć :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close