foto4

Rajd Przygodowy TROPICIEL – czyli kolejne zakończenie sezonu

10407901_896845330333292_6843745137384457287_n

 

Coś w tym roku ciężko zakończyć sezon. Pogoda na to nie pozwala i każe jeździć. Może maratonów już nie ma, ale inne imprezy kuszą niesamowicie. Od pewnego czasu w głowie siedział nam (mi i Jarkowi, którego część z Was poznała) start w rajdzie przygodowym. Pierwszą przymiarkę mieliśmy do XIV edycji Topiciela. Jednak ciężki dojazd na miejsce zniechęcił nas wystarczająco. Kolejna okazja nadarzyła się już miesiąc później. XV edycja Tropiciela zagościła w Minkowicach Oławskich, jakieś 40 km od Wrocławia. Aż głupio było nie skorzystać. Zapisaliśmy się odpowiednio wcześniej i liczyliśmy, że pogoda w nocy 22-23 listopada okaże się łaskawa.
W miarę zbliżającego się terminu lista startowa rosła. Do wyboru były 4 opcje:
• Trasa piesza – 40 km (wystartowało około 60 zespołów 4, co dało 240 osób)
• Trasa piesza – 60 km (wystartowało 6 zespołów, co dało 22 osoby)
• Trasa rowerowa – 40 km (wystartowały 24 zespoły, co dało 63 osoby)
• Trasa rowerowa – 60 km (wystartowało 10 zespołów, co dało 27 osób)
Jak można się było spodziewać wybraliśmy dłuższą trasę rowerową. Organizator wyznaczył nam godzinę startu na 00:05 więc w bazie imprezy byliśmy około 23:00 żeby spokojnie się przygotować. W bazie nie było już wiele osób gdyż trasy piesze wystartowały późnym popołudniem, a krótsza trasa rowerowa startowała od godziny 00:30. Zbliżała się północ więc ubraliśmy ciepłe ciuchy, kaski z czołówkami, zamontowaliśmy lampki i mapniki i stawiliśmy się na start. Plan był prosty – jechać jak najwięcej ulicami, bo nie wiadomo jakie warunki zastaną nas w lesie. Równo o północy dostaliśmy do ręki mapy i okazało się, że musimy zweryfikować nasze plany. Organizator postanowił rozmieścić prawie wszystkie punkty w głębi lasu. I dobrze! Jak przygoda, to na całego.
3, 2, 1, 0, Start!
Ruszyliśmy… Nie, nie, nie. Nie tym razem. Tym razem nie ruszyliśmy z kopyta, jak na maratonie, tylko nadal dyskutowaliśmy nad przebiegiem naszej trasy. Jeszcze szybkie chowanie mapy do mapnika i w drogę. Pierwszy punkt położony był w lesie, niedaleko wyschniętego koryta rzeki. Już na początku okazało się, że mapy są „leciwe” i tam gdzie miały być pola, były już zabudowania. To nas zmyliło i obraliśmy złą drogę. Po chwili okazało się, że słupki na skrajach sektorów leśnych również nie zgadzają się z mapą więc i na nie też nie można było liczyć. Trochę błądzenia i przedzierania się przez chaszcze i już dotarliśmy na pierwszy punkt. Obsługa punktu podbiła nam kartę i popędziliśmy dalej. Następny punkt znajdujący się w ruinach strzelnicy znaleźliśmy dosyć sprawnie. Okazało się, że znajomość rozmiarów sektorów leśnych znacznie ułatwia nawigację. Myślę, że bez tej wiedzy byłoby naprawdę ciężko. Powrót na rowery i jazda dalej. Wyskoczyliśmy na chwilę nawet na asfalt. Może nie była to najkrótsza trasa do kolejnego punktu, ale czasowo wyszło nam pewnie nawet lepiej. Zajeżdżamy ma miejsce, a tam ognisko i jacyś żołnierze. Trudno mi powiedzieć z którego roku do nas przybyli ale wyglądali naprawdę profesjonalnie. Zostaliśmy przepytani z wiedzy o karabinie maszynowym DP oraz musieliśmy załadować jego magazynek (oczywiście organizator na dzień przed startem poinformował nas, że taka wiedza będzie nam potrzebna). Ja świeciłem wiedzą o karabinie, Jarek sprawnie załadował kilka naboi do magazynku i dalej w drogę. Kolejny punkt, środek lasu, bunkier, a w nim sudoku do rozwiązania. Był to kod do sejfu na następnym punkcie. Zabraliśmy karteczkę i pojechaliśmy dalej. Na kolejnym punkcie rozwiązaliśmy sudoku, dostaliśmy się do sejfu i podbiliśmy kolejny punkt. Czas leciał więc i my polecieliśmy… Kolejne dwa punkty były zaznaczane na obszarze mapy, który był odbiciem lustrzanym rzeczywistości. Pomysłowo, przez co i trudniej… Trzeba było pamiętać, że lewo to prawo, a prawo to lewo i jakoś dało się w tym połapać.

10154313_896845413666617_5828563783985951039_n

 

Kolejny punkt to przeprawa przez rzekę Smortawę. Po drodze spotkaliśmy drużyny szukające tego punkty. My byliśmy dosyć pewni tego gdzie jesteśmy więc po chwili razem znaleźliśmy punkt. Ludzie przeprawiali się po zwalonej kłodzie, rowery na linie. Wszystko poszło sprawnie i już lecieliśmy do kolejnego punktu. Razem z nami jechała inna drużyna więc nasza czujność trochę spadła i to był nasz błąd. Na chwilę przestaliśmy liczyć odległości, wjechaliśmy w złą drogę i kolejnego punktu szukaliśmy w złym sektorze leśnym. Tym sposobem zmarnowaliśmy dobre kilkanaście minut. Na szczęście spotkaliśmy zespół który wracał z puntu, który poszukiwaliśmy i pokierował nas w dobrą stronę. Tam kolejny bunkier i strzelanie do celu. Jarek wykazał się wprawnym okiem, ustrzelił cel i pomknęliśmy na kolejny punkt. Trafiliśmy bezbłędnie. Tam trzeba było wydać z siebie dźwięk powyżej 113 dB i złożyć krótkofalówkę.

10387529_896845376999954_8076533746737778566_n

 

Poszło szybko i znów na rowerach w poszukiwaniu kolejnego puntu. Przy ambonie zastaliśmy rozstawione ergometry na których trzeba było w sumie „przepłynąć” 500 metrów – czy to nie idealny trening przygotowawczy do nowego sezonu? Zadanie wykonane i jazda dalej. Kolejny punkt, kolejne zadanie, tym razem strażackie. Rozwinąć i zwinąć wąż gaśniczy i jazda dalej. Dochodziła powoli godzina 5:00 a przed nami zostały jeszcze 3 punkty. Kolejny znajdował się na starym cmentarzu. Tam tylko podbiliśmy kartę, dostaliśmy batona i jazda dalej. Następny cel – leśniczówka. Tam należało rozpoznać liście drzew. Polegliśmy na Grabie, jednak z małą podpowiedzią punkt został zaliczony i jazda do ostatniego punktu. Szybkie podbicie karty i już pędziliśmy do mety. Zameldowaliśmy się o 6:17 czyli cała wycieczka zajęła nam trochę ponad 6h a w nogach mieliśmy ponad 72km plus to co się nabiegaliśmy po lesie. Niby nie dużo, ale odczuwaliśmy spore zmęczenie po całej nocy.
W bazie dowiedzieliśmy się, że ktoś już przed nami przyjechał i nic więcej. Nie pozostało nam nic innego jak czekać na oficjalne wyniki. Wykorzystaliśmy ten czas na zjedzenie, umycie się i upragniony sen. W między czasie do bazy schodzili się ludzie z tras pieszych i tras rowerowych. Podziwiam tych z tras pieszych bo spędzili często ponad 12h w trasie. Wyglądali na potwornie wykończonych i zasypiali gdzie popadnie. Widok ludzi śpiących w każdym miejscu nikogo nie dziwił.
Po 10:00 przyszedł czas na ogłoszenie wyników. Pierwsze miejsce na naszej trasie zajął ‘InsERT team’ z czasem 3:52 (czas po odliczeniu minut zdobytych na zadaniach specjalnych). Drugie miejsce zajęła drużyna „Byle do mety” (to ja i Jarek!) z oficjalnym czasem 5:42. Kolejna drużyna zameldowała się z czasem 5:51. Jak widać ‘InsERT team’ zdeklasował przeciwników w pięknym stylu. Gratulacje i wyrazy szacunku dla nich. Jednak niech mają się na baczności. Może za kilka lat zbliżmy się do nich na tyle, że poczują nasz oddech na plecach .
mapaPodsumowując, rajd świetnie przygotowany, punkty ciekawe i miejsca w których się znajdowały też były naprawdę przemyślane. Rzekłbym, że można było poznać okolicę, ale nie okłamujmy się, było widać na tyle, na ile lampki pozwoliły. Tak czy inaczej impreza naprawdę warta polecenia.
Na mapie zaznaczyłem z grubsza naszą trasę przejazdu.
Zainteresowanych odsyłam na stronę (tropiciel.org), gdzie można poczytać trochę o rajdzie, znaleźć wszystkie wyniki i zdjęcia.

3 comments for “Rajd Przygodowy TROPICIEL – czyli kolejne zakończenie sezonu

  1. Lechu
    Lechu
    26 listopada 2014 at 07:38

    Trzeba mieć kocie oczy, żeby po nocy zwiedzać okolicę, w dodatku na rowerze :)
    Niezła łamigłówka z tą odwróconą mapą.

    • Grzegorz
      Grzegorz
      26 listopada 2014 at 15:33

      Trzeba mieć mocne lampki :)

  2. Arczi
    Arczi
    27 listopada 2014 at 14:10

    Macie zacięcie :) gratulacje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close