„Krapkowicki jedynak” – CD Żyrowik 2010

Żyrowski „Crossduathlon” łączył w sobie dwie dyscypliny sportów wytrzymałościowych: bieg górski  w stylu anglosaskim (pod górkę i z górki na pazurki) oraz kolarstwo górskie zwane z angielska MTB. Zawodnicy mieli do pokonania 5 okrążeń, na przemian: 3km bieg- 6 km rower- 3km bieg – 6 km rower- 3 km bieg, co dawało sumę 21 km. Organizator „Żyrowika” przygotował trasę bardzo wymagającą, ciekawą i z pomysłem. O atrakcyjności trasy decydowało to, że trasa biegowa z rowerową pokrywała się jedynie na odcinku ok. 1 km, jak też ostry – miejscami techniczny – zjazd MTB, a także zbieg (przeciwieństwo podbiegu) o zróżnicowanym podłożu – od kamieni poprzez liście do błota – z naturalnymi przeszkodami w postaci powalonych drzew. Teoretycznie trasa miała preferować biegaczy, szczególnie tych z biegów górskich, ze względu na większość czasu spędzonego w zawodach w biegu, jednak w praktyce odcinek zjazdowy trasy rowerowej, pomagał kolarzom MTB zniwelować braki biegowe. Szczególnie dla takich osób jak ja, które bieg górski widziały tylko w telewizji (Rai Sport, relacja z biegowego Trans Alp), zjazd ten pomógł zostawić w pokonanym polu kilku wytrawnych biegaczy. Ze stawki 32 zawodników, którzy podjęli wyzwanie pokonania tej nieprzeciętnej trasy, najlepszym okazał się Sebastian Wojtynek z „Azymka”  Zdzieszowice, który zgarnął wszystko, nawet -w drodze losowania- rower Turbo MTB.

 

Niestety nie wszystkim dane było ukończyć zawody. Jeden z zawodników po upadku na rowerze w trakcie zjazdu, musiał być zaopatrzony przez pomoc medyczną. Warto też podkreślić, że impreza nie miała tylko wymiaru lokalnego. W zawodach wzięli udział zawodnicy z takich miast jak Zakopane i Istebna. Panowie przyjechali pobiegać trochę po płaskim, lecz chyba już po 1 km mogli się zdziwić.

 

Honoru MTB Krapkowice bronił Przemek Przemo Dąbrowski (piszący tą relację). Bliskość imprezy, a także odwieczna chęć  zasmakowania biegów górskich spowodowała, że start w tej imprezie porównywalny był ze spełnieniem obywatelskiego obowiązku.  Ze startu wszyscy ruszyli jak do biegu na 400 metrów, jednak już po kilkuset metrach na pierwszym podbiegu-ścianie w „Lesisku” zapędy śmiałków zostały ostudzone. Nasz „krapkowicki jedynak” po 1 pętli rowerowej  wyszedł na 5–tkę w open. Dopiero na ostatnim, 5 okrążeniu (biegowym) oddał tę lokatę, po tym jak przypomniał sobie, że jest w trakcie urlopu WYPOCZYNKOWEGO, przez co nie może się aż tak przemęczać (czyt.sponiewierać). Wskutek czego odpuścił 2 zawodnikom, którzy de facto nie byli z jego kat. wiekowej, co też nie pozwoliło w mobilizacji. Z perspektywy czasu można domniemać, iż 4 m-ce w Open było w zasięgu (wzroku na 2 p.rowerowej) jednak zostało pogrzebane w strefie zmian. 4 zmiany dla tych, którzy zdecydowali się startować w 2 parach butów (1 para do biegu,1 para SPD), to nie było najlepsze rozwiązanie. Choć znalazł się i taki śmiałek, który całą trasę zawodów podołał tylko w butach SPD.

 

Ostatecznie MTB Krapkowice było reprezentowane raczej w przyzwoitym stylu: 2 m-ce w kategorii M-30, 7 miejsce w Open. Choć wynik zawodów stawał się drugorzędną sprawą, w obliczu ostrej jak żyleta trasy, w warunkach zdecydowanie sprzyjających odwodnieniu organizmu. W związku z tym wszyscy uczestnicy zawodów mogli czuć się zwycięzcami i posiadać się z przepełniającego uczucia satysfakcji na mecie zawodów.

Po zakończeniu Crosduathlonu odbył się bieg dla najmłodszych adeptów sportów wytrzymałościowych. Bieg, który rozgrzał do czerwoności gardła zgromadzonych kibiców i zawodników „CD”, a w szczególności ojców startujących dzieciaków. O prymat najlepszego przedszkolaka zaciętą walkę stoczyli Benio Dąbrowski lat 5 i syn Piotra Oriana lat 6 (imienia nie znam, ale na pewno kiedyś będziemy znali je wszyscy). Kilkudziesięciometrowy finisz tak jak na olimpiadzie Justyna Kowalczyk i Marit  Bjoergen, ramię w ramię, łokieć w łokieć, bark w bark, łeb w łeb, po ponad 400 metrowym biegu w terenie, budził szacunek wszystkich zgromadzonych. Nieznacznie, o kilka centymetrów, lecz bez cienia wątpliwości, ten długi- trzymający w napięciu- finisz, rozstrzygnął na swoją korzyść Benio. Jednak obaj zawodnicy zasługują na uznanie, za to, że w tak młodym wieku pokazali, co znaczy walka do ostatnich metrów, a raczej centymetrów.

 

Ogólnie impreza bardzo udana, zorganizowana profesjonalnie i prowadzona w przyjacielskiej, rodzinnej atmosferze. Sam udział w zawodach można było potraktować jako ciekawą alternatywę dla tych, którym przejadły się zakorkowane BikeMaratony.

Ze sportowym pozdrowieniem: Przemo

 

PS. Korzystając z okazji pragnę podziękować za gorący doping mojej ukochanej Żonce, Sebastianowi i jego Szanownej Małżonce oraz Adrianowi, a także wszystkim tym, którzy mimo upalnego popołudnia zagrzewali do walki. W związku z tym, iż na trasie było wielu „sportografów”, w miarę możliwości proszę o przesłanie fotek zawodnika w zielonym kostiumie z nr 11 na adres mtb.rockrider@op.pl.

Z góry dziękuję! W załączeniu galeria Dominki

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close