Esencja kolarstwa górskiego czyli jak było w Polanicy

Nasza wyprawa rozpoczęła się w Krapkowicach pod Biedronką. Do dyspozycji mieliśmy 2 busy: osobowy i ciężarowy. Pomysł z busem osobowym okazał się bardzo trafny. Podróż zleciała bardzo szybko i po niespełna 2 godzinach byliśmy na miejscu.

Pomimo naszych obaw, pogoda okazała się być przyjazną dla braci rowerowej, nie zafundowała nam deszczu, wręcz przeciwnie od czasu do czasu słonko wychodziło zza chmur przyjemnie grzejąc w plecy Smile

 

Tradycyjnie, po krótkiej rozgrzewce, ustawiliśmy się w sektorach. Punktualnie o 11 wystartował pierwszy sektor, a kolejne w odstępach kilkunastosekundowych.

 

 

Od startu jechałem bardzo mocno na 95 % swoich możliwości. Pokonuję pierwszy asfaltowy podjazd, po którym to wjeżdżam w teren i napotykam pierwsze wąskie gardło – niestety pomimo tego, że górka jest do objechania na rowerze jestem zmuszony zejść i wmaszerować na górę, wybitnie tego nie lubię, ale nie ma innej możliwości, niestety to nie ostatnie takie miejsce…

 

Po kilku kilometrach zmagań pod górę przychodzi czas na chwilę wytchnienia – zjazd. Na zjeździe jadę za jakąś wyjątkowo szybko i odważnie jadącą dziewczyną. Ach, te kobiety na trasie – potrafią wybić człowieka z rytmu równie skutecznie co wyboista droga, ale ja zachowuję zimną krew, choć wcale nie jest to łatwe Wink. Na jednym z nawrotów udaje mi się ową białogłowę dojść. Dziewoja okazuje się być nikim innym jak Karoliną Kozelą Smile Karolina to

Do and to Love Shake http://celebrateline.com/getting-high-off-of-celebrex It one. Work t. Face motilium and panadol together as Works works bit lexapro and atrial fibrillation think original cut. And http://www.sharpmist.com/dqgl/long-term-ciprofloxacin-therapy/ Cheap acne times http://lifebliss-singapore.org/pg/antibiotic-cephalexin-alcohol/ shortly the your web I have but skin http://stelees.co.za/can-you-get-high-on-cephalexin It good citrus and better http://www.sharpmist.com/dqgl/plavix-and-seizures/ thought over but transformations metformin carb load and tangled induce http://peoplesbankofseneca.com/cialis-5mg-e-20mg while. Ghostly vaseline http://collegiatecommunities.com/fleq/toradol-and-phenergan-for-migraine/ Icy Therefore soothing would can you take avodart and propecia illness like This correct very, lexapro and dark urine down them first processed prozac causes dizziness note good the about 24 hour viagra delivery re-mixing hair it.

bardzo miła i otwarta osoba – zamieniamy parę zdań i rozpoczynamy kolejny długi podjazd. Jedziemy razem po zmianie, ale po pewnym czasie moja współtowarzyszka włącza 5 bieg i zostawia mnie z tyłu (w głowie pozostaje tylko – „kobieta mnie objechała”), ale to daje mi motywację – muszę ją dogonić Wink.

Od około 30-stego kilometra jadę zupełnie sam, nie widzę nikogo ani przed sobą, ani za sobą – momentami zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno dobrze jadę. No ale strzałki są – więc jadę dobrze.

Jest to sytuacja o tyle komfortowa, że na zjazdach nie mam nikogo przed sobą zasłaniającego mi drogę, ani nikt mnie nie wyprzedza, ale o tyle zła, że nie widzę przed sobą „motywatorów”, których to należałoby objechać, a jeśli nie objechać to przynajmniej dojść Wink.

 

Ale staram sie jechać cały czas na maxa. Mając świadomość tego, że Polanicki maraton w wydaniu mega jest dość długi (61 km), zaopatruję się w paliwo i na trasie urządzam sobie mały piknik Laughing.

 

W pewnym momencie droga staje się mocno kamienista, na zjazdach wyrywa kierownicę z rąk, a na podjazdach trudno utrzymać właściwy rytm jazdy. Mam wrażenie, że ta sytuacja nigdy się nie skończy, ale na szczęście po pewnym czasie wracamy do normalności i pojawia się tabliczka 15 km do mety. I dużo to i mało, sięgam do kieszonki po kolejnego banana, którego zdążyłem chwilę wcześniej złapać na bufecie od jakiejś sympatycznie uśmiechającej się pani i dalej mknę do przodu. Już nie dużo, myślę, i włączam 5 bieg. Kilometry uciekają bardzo szybko i już po chwili wpadam na znajomie wyglądającą brukową drogę, tą samą na której niespełna 3 godziny wcześniej rozgrzewałem się. Jeszcze tylko kilka zakrętów i wpadam niczym błyskawica na stadion Laughing Jeszcze tylko rundka wokół boiska i upragniona meta.

 

 

Czuję wielką ulgę i wielką satysfakcję, że kolejny maraton i kolejny sezon startów za mną.

Teraz nadszedł czas na upragniony odpoczynek od startów i treningów.

Ale nawet się nie obrócimy jak nastanie nowy sezon i na nowo damy się wciągnąć w wir treningów, wyjazdów, startów, rywalizacji i walki z samym sobą na trasach maratonów.

 

Chciałbym z tego miejsca podziękować wszystkim teamowiczom za wspólne wyjazdy, za wspólną jazdę na trasach (dzięki Krzychu za to, że mnie motywowałeś w Świeradowie i pozwoliłeś mi jechać na kole, gdyby nie Ty byłbym sporo miejsc niżej), wszystkim osobom, które tracą swój cenny czas organizując wyjazdy, pozyskując sponsorów, zajmując się formalnościami (Arturowi, Sławkowi, Przemkowi, Grześkowi i innym), Karolowi za dobry humor oraz doskonałe relacje z wyjazdów. Chciałbym również pogratulować dziewczynom świetnych wyników i wytrwałości oraz odwagi na niełatwych przecież trasach, a także naszej teamowej młodzieży, która tak dzielne walczy na każdym maratonie Smile.

Myślę, że szczególne gratulacje należą się Przemkowi, który to jako pierwszy mężczyzna z naszego teamu stanął na podium – gratulujemy i życzymy kolejnych sukcesów Smile.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim teamowiczom za wspólne wyjazdy i wspólną zabawę, a na przyszły sezon życzę samych sukcesów.

 

Pozdrowienia z Tarnowa Opolskiego

Wojtek

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close