Pisać każdy może… – WYCIECZKA Z „MŁODZIEŻĄ”

 

 

Beata, Michał, Anita

BEATA, MICHAŁ, ANITA

 

Od razu Michał i Anita odskoczyli od nas spory kawałek, ja jechałam z Mateuszem, ale nie znali drogi i poczekali przy rozwidleniach szlaków. W dość dobrym (jak dla mnie) czasie byliśmy przy schronisku, gdzie zwykle robiliśmy mały postój na kawkę, herbatę itp., ale nie tym razem. Zniecierpliwiona młodzież już na mnie czekała, więc tylko po kawałku czekolady Laughing i w górę. Wyjeżdżając ze schroniska byłam bardzo ciekawa czy ich zacięcie przełoży się na wytrzymałość i technikę przy podjeździe pod  bardzo stromy i trudny odcinek Kopy. Jak dotąd udało się to nielicznym. I tym razem góra wygrała i wszyscy dawaliśmy z buta. Najtrudniej było prowadzić rower Mateuszowi, ale dzielnie się spisał. Na szczycie czekała na nas  nagroda, dla Mateusza – cofola, a dla mnie oczywiście browar, którego Michał i Anita nie dali mi spokojnie wypić, bo już chcieli pognać dalej. Więc szybko kilka fotek z telefonu ostatni łyk i w dół żółtym szlakiem na Czechy. Mateusz na Kopie kończył wycieczkę – wracał z powrotem z rodzicami, którzy w międzyczasie też dotarli na szczyt.

 

Pierwszy odcinek zjazdu był bardzo szybki i kamienisty, dojechaliśmy do Petrovy Boudy, skąd asfaltem w dół i za zakrętem (180 st.) wypatrywaliśmy zielonego szlaku. Jest on bardzo niewidoczny, więc Anita i Michał przejechali go. Z tego miejsca szlak jest bardzo wąski i kręty. Przejeżdżaliśmy obok skałek – Mnichuvy Kamień, gdzie zawsze na wcześniejszych wycieczkach robiliśmy zdjęcia. Chciałam też zrobić zdjęcie ale „ młodzież” stwierdziła, że szkoda czasu. Następnie wyjechaliśmy na stromą łąkę, gdzie kiedyś stały trzy potężne  drewniane hopy – teraz  już ich nie było. Przejeżdżaliśmy również koło kapliczki, którą remontują odkąd pamiętam. 

 

Dojechaliśmy do Zlatych Hor. Godzina była dosyć wczesna, więc stwierdziłam, że możemy pojechać w kierunku Rejvic- zielonym szlakiem turystycznym. Szlak ten poznaliśmy z Darkiem dwa lata temu, jechaliśmy bez mapy, jak zwykle poruszaliśmy się tylko po szklakach turystycznych, nawet zahaczyliśmy o ścisły rezerwat – mieliśmy szczęście że nie dostaliśmy mandatu. Prowadzi on aż do samego Rejvic, cały czas pod górę – na moje nieszczęście. Gdy dojechaliśmy do Zlotorudnych Mlynow (bardzo fajne miejsce) na moją prośbę zrobiliśmy krótki postój tzn. do czasu aż zjadłam kanapkę i znowu w drogę.

 

 

 

 

Po dotarciu do Rejvic miałam nadzieję na jakiś obiad, ale niestety, w restauracji mieli jakąś grupę i nie przyjmowali zleceń więc tylko cofola, ostatnia kanapka i znowu na trasę. Na powrót do Zlotych Hor wybraliśmy dobrze mi znany niebieski szlak – oczywiście turystyczny, który nas nieźle zaskoczył. Ale po kolei. Pierwszy odcinek szlaku to długi, szybki zjazd aż do miejscowości Ondrejovice. Następnie dość stromy podjazd aż do skałek schowanych wśród drzew. I tu zaczęła się niezła zabawa Wink.

 

Na szklaku tym a właściwie łące ktoś postawił elektrycznego pastucha, więc my grzecznie przeszliśmy pod nim i nagle naszym oczom ukazało się stado krów i kilka byków. Do wyboru mieliśmy albo się wracać albo rozgonić je i szybko pomknąć łąką w dół. Pierwszy  krzykiem rozgonił je Michał i pognał w dół, nam nie pozostało nic innego jak zrobić to samo. Ale to nie koniec niespodzianek, bo przy prędkości około 40m/h musieliśmy omijać krowie placki Surprised. Na szczęście nikt z nas w nie nie wjechał, ale śmiechu było co niemiara. W ten sposób dotarliśmy znowu do Zlotorudnych Mlynow skąd już żółtym szlakiem do Zlotych Hor.

 

Przed Granicą jeszcze drobne zakupy  w sklepie i powrót do Jarnołtówka  czerwonym szlakiem. Pogoda zaczęła się psuć powoli. Czekał nas jeszcze stromy asfaltowy podjazd pod Ziemowita, który ja już niestety pokonałam z buta. Przy składaniu rowerów i pakowaniu się zaczęło solidnie padać. Całą drogę wracaliśmy w potężnej ulewie. Około godziny 20 byliśmy w Zdzieszowicach.

 

Wycieczka była bardzo udana, z przygodami które teraz wspominam ze śmiechem, trochę mnie młodsi przegonili Wink. W sumie zrobiliśmy około 50 km. Te kilka słów to moje odczucia i wspomnienia ze świetnej wycieczki. Pewnie Anita i Michał zapamiętali wycieczkę inaczej niż ja, ale chyba też byli zadowoleni i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie więcej takich wypraw.

 

  Pozdrawiam, Beata

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close