Pisać każdy może… – WOLNE POPOŁUDNIE

Wychodzę z rowerem przed dom a tam sąsiad na ławce. „Gdzie ty się znowu wybierasz?” Jak to gdzie? Jak zwykle, na jedyną górę w okolicy. Ruszam szybko ale po chwili pierwsza kłoda rzucona pod nogi przez los: światła są wyłączone a ruch na skrzyżowaniu jak w szczycie. Jakoś się przebiłem na druga stronę, teraz już będzie dobrze. Dojeżdżam do Biedronki i widzę, że jakiś Cinquś chce wyjechać na drogę. Jadę czujnie i oczywiście za chwilę muszę ostro hamować, żeby nie wjechać w samochód. Wyjechał tuż przede mną. No tak, baba za kierownicą. Rzucam mięchem ale co tam, pojechała. Ja też. Naciskam mocno, żeby na nowo się rozpędzić i do Obrowca jakoś idzie. Tam na zakręcie wyprzedzają mnie dwa samochody, dosyć blisko ale wolno jadą, więc spoko. Niestety dalej znowu mam żołądek w gardle – najpierw TIR prawie się o mnie ociera a za chwilę Golf pakuje się z przeciwka na trzeciego i spycha mnie na muldy. Dalej jedzie się nieźle, tylko ten wiatr… Cały czas w twarz a po każdym większym aucie z przeciwka dodatkowy podmuch. No nic, pocieszam się, to ma być trening, więc nie narzekaj. Za to z powrotem będzie lekko. Wreszcie Rozwadza, będzie mniejszy ruch, można odetchnąć. Za to zaczyna się podjazd więc z tym odetchnięciem nie za bardzo. Staję na pedałach, żeby utrzymać tempo a tu przejazd kolejowy zamknięty. Dylemat: zatrzymać się, czy zrobić dodatkową pętlę przez wioskę? Ambicja jednak zwycięża i gdy wracam, szlabany już są podniesione. Przez tory przejeżdżam ostrożnie, bo jest trochę mokro a już raz tam leżałem. Zlekceważyłem wtedy deszcz i tylne koło ujechało w bok na szynie. W Zdzieszowicach doganiam kogoś. Widzę z daleka kask, strój kolarski, no to, myślę, powalczę. Ale nie, gość się nie spieszy. Wymieniamy parę słów i jadę dalej, jednak na agrafie widzę, że on chyba mnie goni. Powinien być zdecydowanie dalej. Nie bardzo mogę przyspieszyć i po chwili (!!!) już mnie dogania. To jednak jakiś młody na kolarce a nie tamten spacerowicz. No cóż, z takim nie będę walczył, teraz ja udaję, że mi się nie spieszy. Jednak po dwóch zakrętach widzę, że młody wyraźnie zwolnił. Nu zajc, pagadi! Staję na pedałach i zaczynam się zbliżać, jednak niewiele było tej mojej radości. Wystarczyło, że się obejrzał i za chwilę już wyraźnie mi odjechał. Ale oto z Leśnicy podjeżdża nowy zawodnik. Jestem przed nim ale niedaleko. Temu już nie odpuszczę; znowu trzeba podnieść dupę i przemóc słabość nóg. Udało się, nie dogonił. Na górze nawet się nie zatrzymuję, bo nie ma po co. Parę łyków z bidonu, okulary na nos i jazda na dół przez Wysoką. Niestety akurat przy muldach wyprzedza mnie kilka samochodów i nie mogę pojechać środkiem. Trochę mnie wytelepało ale potem się rozpędziłem. Prędkość 60, samochody już doganiam a one po hamulcach. Co jest? Aha, suszarka. Już koniec zjazdu, szosa strzelecka a wiatr znowu przeszkadza. Odwrócił się, czy ki czort? Biednemu to zawsze w twarz. Jadę rozmyślając nad ciężkim losem a tu z tyłu maluch omal się o mnie otarł. „Ty ch…” rzucam za nim, dobrze, że mnie nikt nie słyszy. Miał całą drogę pustą ale po co miał zbaczać z kursu, niech mu inni schodzą z drogi, Pan jeden.

Wracam mokry do domu, czas mizerny, chociaż przed zmierzchem zdążyłem. Sąsiad siedzi na ławce i zdaje standardowe pytanie: „I po co się tak męczysz? Nie lepiej usiąść ze mną i pogadać a w niedzielę pojechać spokojnie na wycieczkę?” Pewnie ma rację, zresztą dla niego wyjazd na Górę to całodniowa wyprawa. Już raz tam był !!!

Zadaje sobie to samo pytanie: po co się tak męczę?

Argumenty za – trudne do zdefiniowania: kondycja, satysfakcja, przyjemność (???)

Argumenty przeciw – zmęczenie, nowe rzeczy do prania, kilkakrotne narażanie życia w czasie jednego wyjazdu, głupie spojrzenia i docinki sąsiadów…

Chyba jednak nie warto.

Ale za kilka dni znowu pojadę.

 

Pozdrawiam roweromaniaków, Leszek

 

P.S. Tekstem Leszka rozpoczynamy nowy cykl „Pisać każdy może..”. Piszcie, zapraszamy !

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close