NASZA REKOMENDACJA – Niżne Tatry

W Strbie – miejscu naszego noclegu – o dziwo zaczęło się przejaśniać i po godzinie, zgodnie z prognozą, wyszło słońce. Ruszamy jak na skrzydłach: Beata, Grzegorz, Kacper i ja z krapkowickiego MTB, Michał z zaprzyjaźnionego Azymka i też zaprzyjaźniony, chociaż niezrzeszony Rafał. Jeszcze jest z nami Helena (przyp.red.:Helena=żona Grzesia), która jednak wybrała wędrówki piesze po Tatrach Wysokich zamiast jazdy po Niskich.

Start z parkingu na przełęczy Puste Pole 40 km od Strby. Początkowo w dół asfaltem a potem to, co tygrysy lubią najbardziej Smile

Od wioski Sumiac zaczyna się najwyższy podjazd w Europie środkowej (tak mówią bracia Słowacy). Może to prawda, bo jest co targać – prawie 1100 m przewyższenia bez wypłaszczeń. Droga miejscami asfaltowa, miejscami szutrowa, są też odcinki z wysypanym tłuczniem.

Panorama coraz rozleglejsza ale zmęczenie i zimno dokuczają. Wieje przejmujący wiatr a na szczycie jest niewiele powyżej zera. 

Budynek stacji przekaźnikowej jest ogromny ale dla takich, jak my turystów otwarty jest tylko przedsionek. Dobre i to, jest się gdzie schować i ubrać co kto ze sobą ma. Jeszcze tylko fotka na szczycie Kralovej Holi (1946 m) i pędzimy na dół.

Wybieramy inny wariant drogi, który doprowadza nas zjazdami prosto na parking. Udaje się to dzięki mapie, gps i zdrowemu rozsądkowi, bo oznakowanie szlaków rowerowych jest mizerne albo żadne. W tym dniu zrobiliśmy 41 km i 1350 m przewyższeń.

Drugiego dnia za cel obieramy Panską Holę (1429 m). Ruszamy ze Strby od razu na rowerach przy słońcu i dobrej widoczności, więc japy nam się śmieją. Szkoda tylko, że Tatry są przysłonięte chmurami. Jedziemy asfaltem – najpierw gładkim, potem gorszym ale za to bez samochodów bo znak zakazu ruchu skutecznie odstrasza kierowców. Mimo tego zakazu są wymalowane znaki „cyklotrasy”. Ciekawe… Wreszcie wjeżdżamy w długą dolinę i zaczyna się podjazd, początkowo łagodny, później jednak staje dęba. Po kilkuset metrach utrwalamy się w przekonaniu, że rowery nie służą do pchania, do noszenia zresztą też nie. Zaznacza się podział na dwie grupy: pchaczy i tragarzy, w końcu jednak w komplecie docieramy na górę.

 

Najbardziej ambitna jest młodzież.
Większość z nas już dawno posuwa z buta
a Kacper korbuje do upadłego.                                                                   

Na szczycie zmęczenie mija momentalnie, robimy parę fotek na pamiątkę i ruszamy w dół.

Wybieramy trasę grzbietem i mamy jazdę, jak po bieszczadzkich połoninach. Dla takiej przyjemności warto było się pomęczyć.

Odkrytym terenem zjeżdżamy do Liptowskiej Teplickiej i stamtąd powrót do Strby. Ten dzień zakończył się wynikiem 56 km i 1100 m przewyższeń.
Więcej zdjęć i mapki z profilami tras znajdziecie TU.

Pozdrawiam wszystkich roweromaniaków i polecam te tereny.

I jeszcze mała kryptoreklama – nocowaliśmy w pensjonacie BOBA i warto było. Mieliśmy cały dom do dyspozycji, świetnie wyposażony, z dużą jadalnią i oczywiście kuchnią z pełnym wyposażeniem.

Leszek

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close