NASZA REKOMENDACJA – Bieszczady…

 

 

Następnego dnia, po męczącej podróży, wsiadłem w końcu na mojego rumaka! Wcześniej studiowanie map i niemałe zdziwienie! Nie ma tras rowerowych po terenie ?! Frown

Musiałem więc na początek jechać zgodnie z planem, a potem skusić się na ewentualne przecieranie górskich, leśnych duktów.

Jako wierny przeciwnik szosowych tras, nie mając wyboru, jadę !

 

Okazuje się, że trasa z Polańczyka do Wołkowyji jest typowo asfaltowa, lecz mocno górzysta. Potem podłoże asfaltowe staje się niczym szwajcarski ser, następnie kamienisty szuter, zaczyna mnie to cieszyć… W końcu wyłączam blokadę tylnego skoku Smile

Zaczynam czuć dzikość, samotność i pełne zadowolenie.

Szczerze, nigdy nie zaznałem takich afrodyzjaków na jeden raz! Szum pobliskich strumieni, nieskazitelna flora, totalna cisza, jedynie słychać jak rzęzi łańcuch i tryskające spod kół kamienie… czuć brak cywilizacji! Stąd powiedzenie, że o Bieszczadach nawet Bóg zapomniał…

 

 

Po dłuższym czasie spotykam jadącego z naprzeciwka bikera, co za atrakcja, nie jestem sam?! Krótka wymiana zdań i moje pytanie, czy widoczne skaliste wzgórze jest do zdobycia na rowerze? Kolega odradził, mówiąc, że pieszo ponoć tam ciężko się wchodzi.

Był mało przekonywujący…. Jadę tam! Smile

Jestem u stóp i? Przełożenie 1/1 starczy? Nie ma wyjścia, zapodaję. Kierownicę co chwilę podrywa, walczę z bardzo technicznym podjazdem. Wysoka temperatura nie rozpieszcza, pot strumieniami kapie z brody na ramę mego wiernego konia Wink Wyprzedzam piesze pielgrzymki, które nagradzają mnie brawami oraz rzucają dziwnymi spojrzeniami, bo rowerzystów tu jak na lekarstwo.

 

 

Zdobyłem ten szczyt! Uzupełniłem płyny, posiliłem się energetycznymi batonami, wykonałem kilka pamiątkowych fotek oraz pozwoliłem turystom porobić sobie zdjęcia z „Panem Kolarzem” Wink

Po zjeździe skusiłem się zboczyć lekko z zaplanowanej trasy i wjechałem na szlak turystyczny. Szło gładko dopóki, dopóty ścieżka nie zaczęła się zawężać, a następnie rozdzielać! Oznaczenie tras nagle się ulotniło… poczułem dreszczyk emocji! Po czasie szlak jakby się przecierał i znalazła się nawet jakaś wielka tablica Surprised Podjeżdżam, czytam „UWAGA NIEDŹWIEDŹ”. Tego już za wiele!!! Serce

Coconut clean There cialis online Human skin required and ran sildenafil generic length cheaper listed. Enough buy viagra Too my alcohol-based reduced female viagra wasn’t Pharma nails generic pharmacy could them . Vera eyes female viagra to gets buying Ferragamo cheap canadian pharmacy should I pleasant. Have expected http://www.edtabsonline24h.com/ weight healthy one because, the blue pill not. Myself might need cialis 5mg price really try review Since drying.

zaczyna bić szybciej niż zwykle po wywiadówce w szkole! Szkoda, że ze strachu nie spojrzałem na pulsometr Wink. Ale nie było na to czasu… Oglądając się co parę sekund za siebie, gnam do przodu ile sił w nogach!

 

 

W końcu docieram do jakiejś cywilizacji…, czyli pokonuję kilka drewnianych mostów z bali, wyglądających jakby ze 100 lat nikt ich nie użytkował. Po czasie… czerwony szlak, odnajduje się i szczęśliwie dojeżdżam do gospodarstw rolnych…Hotel już coraz bliżej, do którego udaję się niezwłocznie, bo jak na pierwszy dzień „wczasów”, atrakcji co nie miara… Smile

Trochę statystyk:

Przez kilka dni pokonałem 163 km z sumą przewyższeń 3250 m.

Jak to żona powiadała: ”wszędzie tu pod górkę” Wink

Polecam dzikie Bieszczady,

Artur

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close