Mordercza trasa w Tarnowie ;-))

Poranek dnia startu nie dawał żadnych złudzeń – będzie wyjątkowo gorąco. Słupek termometru wskazywał 20 stopni już o 8 rano. Przemieściliśmy się na płytę lotniska, gdzie miał miejsce początek trasy. Słońce prażyło coraz mocniej. Każdy szukał kawałka cienia ale tylko nielicznym to się udało. Około godziny 11 temperatura  osiągnęła 35 stopni w cieniu. Organizator przypominał o skutkach niedawnych ulew – trasa maratonu charakteryzuje się głębokimi koleinami, a więc należy zachować szczególną ostrożność.

Na starcie spotkaliśmy Karola. Jak zwykle gotowy na wszelkie wyzwania. Zatem drużyna posiadała trzyosobową reprezentację. Ustawiliśmy się w sektorach i kilka minut po 11 ruszyliśmy w „morderczą”, jak się później okazało, rowerową przygodę.
Trasa rozpoczyna się od podjazdu, co powoduje naturalna selekcję peletonu. Każdy zajmuje swój miejsce w szyku. Po kilku kilometrach drogi asfaltowej rozpoczyna się prawdziwa zabawa. Komunikaty organizatora nie były przesadzone. Po zjechaniu na drogi polne okazało się, że wyżłobione przez wodę koleiny są głębokie na 20 do 50 cm. Podczas jazdy wielu startujących zaliczało spotkanie z podłożem – chwila nieuwagi i przednie koło wpadało w koleiny, potem następował bardziej lub mniej efektowny fikołek
Wink. W takich warunkach jazda po prostej lub zjazdy były wyjątkowo spowolnione. Właściwie wyprzedzanie stanowiło wielkie wyzwanie.


Z każdym kilometrem upał dawał się we znaki. Izotonik w bidonie ubywał w mgnieniu oka, łyk po łyku po prostu szybko. Przy każdym bufecie konieczne było uzupełnianie zawartości bidonu. Organizator ustawił dodatkowy „wodopój” na mega który nie jednemu Bikerowi, w tym i mnie, uratował życie.


Zbliżał się najcięższy podjazd. Góra Brzanka okazała się bezwzględna. Podczas tego podjazdu, a przy szczycie podprowadzeniu, straciłem zbyt dużo sił. Jak to zwykle bywa po podjeździe powinien być zjazd. Różnica polegała jednak na tym, że głębokie koleiny nie dały chwili wytchnienia. Koncentracja musiała być na największym poziomie. Podczas kolejnych podjazdów rozpoczęły się nieznośne skurcze. Był to dopiero 40 kilometr maratonu. Pomimo intensywnego nawadniania nie sposób było ich uniknąć. Skurcze były moim towarzyszem do końca dystansu. Od czasu kiedy startuję w maratonach pierwszy raz widziałem zawodników szukających ochłody na poboczu w cieniu.

Kolejne 20 kilometrów upłynęło na jeździe przeplatanej rozmasowywaniem mięśni i marzeniem o końcu tej trasy. Wreszcie dotarłem do METY, w tych warunkach uważam to za mój wielki sukces Wink. Czekały tam moje córki i Asia, która poprawiła wynik sprzed roku.
Trasa maratonu była bardzo interwałowa. Wielka ilość krótkich podjazdów i zjazdów o bardzo urozmaiconej technicznie nawierzchni nie pozwalały na chwilę nudy. Wymagały ciągłej koncentracji. Polecamy tą trasę.


Do zobaczenia za rok w Tarnowie! Pozdrawiam, Arek

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close