Maraton w 3 aktach

 

Scena 2

Po krótkim śniadaniu o dużej ilości kawy poziom optymizmu zalewa mi głowę, trzeba zebrać tyłek i wsiąść do samochodu – kierunek  Jelenia Góra. Będzie nieciekawie myślę sobie, co tam nie w taką pogodę się tarabaniłem na rowerze po górach. Dojeżdżając do J.G. czarne chmury zostają w tyle, wraca rogal na twarzy i myśl „oj będzie się działo”.

 

Scena 3

Lotnisko  około godz. 10

Wzrokowa konfrontacja ja i oni, wygrywają Oni – jest ich więcej. Nagle przebłysk przecież i tak będę NAJLEPSZY, więc myśli  wracają do pozycji wyjściowej. Zjeżdżają się powoli Team’owi Bracia, trochę pogaduszek o maratonie w Piechowicach. Otwierają się bramy raju, wylatują rowery, mały przegląd, kilka poprawek i na koń.

 

Scena 4

Lotnisko odliczanie do godz. „0”

6

ta cyfra ciągnie do mnie.. za często, niech będzie szczęśliwa. W 6-ce spotykam Grzesia, Kacpra, Mateusza, Karola i Sławka, reszta naszej ekipy z przodu – zasłużyli na awans. Stojąc w kolejce zagadujemy do siebie o szybowcach, obok słyszę „jedź ostrożnie” – to mama Kacpra, odpowiadają zgodnie „my zawsze jedziemy ostrożnie”.

 

 

 

Akt 2

 

Scena 1

Lotnisko

1, 2, 3 już poszły, kilka fotek, muzyka w oddali. 4, 5 ruszyły, kilka spojrzeń, ktoś coś gada.

 

Scena 2

Lotnisko  odliczanie 3..2..1.. poszła 6

Wreszcie jedziemy, za taśmami stoją nasze żony, matki, dzieci robią nam zdjęcia, w myślach już trzymają  nasze wypocone puchary za zajęte miejsca, nagle pierwsza kałuża i .. jadę bez pucharu, za to z błotem na gaciach.Smile

 

 

Scena 3

Nie podoba mi się początek – asfalt, przecież mam rower  Fulla na teren, przeboleję, jedziemy dalej. Obok spotykam Grzesia i Kacpra, chwila refleksji, pedałuję dalej. Za pleców wylatuje Sławek, dobrze, że nie wspomniał o browarku, chyba bym zawrócił.Smile  Czekając na rozwinięcie sytuacji w jakiej się znalazłem, dopada mnie pierwszy podjazd, pokonuję go w miarę spokojnie.

 

Scena 4

O kurde !!!!! przypomniał mi się jeden z pierwszych maratonów, które przejechaliśmy razem z Bączkiem, jechaliśmy w Olsztynie koło Częstochowy, pionowa ściana  wyrosła przed oczami.. zaczęła się wspinaczka z rowerami. Ktoś z widzów mówił, że dwóch podjechało to całe !!! Może chcieli zachęcić resztę. Najśmieszniejsza była  tabliczka „rozjazd mini-mega-giga” lepiej by brzmiało ROZEJŚCIE !

 

Scena 5

Następny podjazd.

Jadą nie patrzą, mijają pod górę, mijają i mijają. Teraz moja kolej ja podjeżdżam a oni dreptają  jeden, drugi, następny, jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów i szczyt. „Jesteś z Krapkowic?” padają słowa „Tak”… „ja z Opola”. Prowadził rower, zamieniliśmy kilka słów. Widzę koniec podjazdu wreszcie w dół, niestety było pod górę.

 

Scena 6

Pierwszy zjazd był dość zadawalający, chociaż krótki, kilka kamyczków, korzonków. W oddali słyszę karetkę, dwie myśli „będzie dalej dość trudno” i „czy nikomu z Braci nic się nie stało”. Nakręcam się tym zjazdem. I znowu pod górę, trochę szutru pomieszane z błotem, zdezelowany asfalt,  powoli mam dość tego podjazdu, nie był stromy ale długi. Od czasu do czasu za chmur pojawiały się widoki – dawały kopa żeby kręcić dalej. Trochę wypłaszczenia, złapać oddech, napić się wody, byle do bufetu, dopadł mnie głód. Bufet, bufet tylko to przychodzi na myśl !! i zgadnijcie bufet był.. tyle, że na górze. Zmobilizowałem resztę moich kalorii – dotarłem !! Nareszcie coś zjem.

 

Scena 7

Kamienie, błoto, korzenie, wąsko, szybko, ryzykownie, to czekało mnie po następnym podjeździe, normalnie zachciało się jechać. Odniosłem wrażenie, że większość przejechanej trasy jest pod górę i to był jedyny fajny zjazd. Ta myśl utkwiła mi w głowie i gdy był już następny podjazd liczyłem na superowy zjazd, nie przeliczyłem się. Wiedziałem, że nie mogę zbytnio szarżować z moją kondycją, więc resztę podjazdów brałem bezstresowo. Byle nie zejść z roweru, wiedziałem czym to grozi – mocnym skurczem, który mnie złapał na ostatnim podjeździe do mety.

 

 

 

Akt 3

 

Scena 1

Przed metą chwila dla fotografów.Smile

Kończąc maraton zawsze zatrzymuję się przed metą i .. ruszam tak jakbym zaczynał !!!!!!

 

 

Scena2

Czekanie jak zwykle w kolejce na umycie rowerów.

 

Scena 3

I WRESZCIE BROWAREK NA UZUPEŁNIENIE PŁYNÓW !!!!!!!!!!

 

 

POZDROWERGÓR, ŁYSY

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close