BikeMaraton_Giga

Giga w Polanicy

Trasa maratonu w Polanicy charakteryzuje się niezbyt dużą różnicą podjazdów miedzy dystansami mega i giga. Dzięki temu łatwiej mi było podjąć decyzję o wyborze najdłuższego dystansu, czego na trudniejszej trasie, np. w Wiśle czy Myślenicach nie zrobiłbym. W nocy przed startem za oknem padało ale prognozy dla Polanicy są dobre, więc razem ze Sławkiem ruszamy w drogę. Na miejscu okazuje się, że deszczu nie było i powoli wychodzi zza mgieł słońce, temperatura około 20 stopni, więc nawet nie mamy dylematu, jak się ubrać – wiadomo, jedziemy na krótko.

Przed startem spotykamy całkiem sporą naszą ekipę, jest Grzesiek Cz., Magda, Karol, Floro i Karolina, dla której jest to pierwszy start. Michała nie widzimy, chyba stoi już w swoim sektorze gotowy do startu. Ruszamy, jak zwykle asfaltem pod górę w stronę Piekiełka. Po kilometrze dochodzę Magdę i wysuwam się do przodu. Za restauracją Piekiełko zaczyna się butowanie bo pojawia się kamienisty podjazd a jest jeszcze spory tłum i wystarczy jeden „piechur”, żeby zatrzymać cały peleton. Po zjeździe ze Szczytnika zaczyna się dość monotonny podjazd, na którym wyprzedza mnie Magda.

IMG_0846

Tego się nie spodziewałem :( . Ukryte gdzieś głęboko sportowe ambicje w połączeniu ze świadomością, że Madzia walczy o generalkę na dystansie mini (trzeba pomóc koleżance) powodują przypływ sił i za chwilę to ja ją wyprzedzam :) . Tak mijamy się kilka razy, nawet pchając rowery pod górkę aż o mały figiel nie przegapiam rozjazdu na mega i nie jadę za nią do mety. W ostatniej chwili skręcam i nagle na drodze robi się pusto. Przez chwilę jadę sam ale nie trwa to długo; ktoś mnie wyprzedza, kogoś ja i tak sobie jedziemy aż do skrętu w las. Zaczyna się pierwsza sekcja singli, na razie dosyć przyjemna. Gorzej zaczyna się dziać dalej, gdy trzeba lawirować pomiędzy śliskimi kamieniami i korzeniami. W którymś momencie postanawiam wyprzedzić jadącego przede mną, znajduję lukę między kamieniami i… ląduję efektownie na głowie :( . Spontaniczna pomoc najbliższych bikerów pozwoliła mi się jakoś pozbierać. W zasadzie nic mi nie jest, tylko okulary rozcięły łuk brwiowy, z którego leje się krew. No nic, jakoś to chwilowo zatamowałem i jadę dalej pilnie obserwując ewentualne skutki uboczne. Ponieważ jednak czuję się dobrze a krwawienie ustało nie zmieniam planów i skręcam na drugą rundę. Czasem w zasięgu wzroku ktoś się pojawia ale na ogół jadę sam. Znika presja ścigania się, walki o miejsce czy czas i mogę jechać swoim optymalnym tempem. Drugi przejazd przez single miedzy kamieniami robię ostrożniej i obywa się już bez przygód. Jeszcze bardzo przyjemna ścieżka pomiędzy skałami i gnam do mety. Trochę humor popsuła błotnista rynna, która ozdabia rower plackami czarnej mazi i wkrótce zjazd do mety. Dobrze, że w tym roku zrezygnowano ze sztywnych singlowych podjazdów blisko mety, które wykończyły mnie rok temu. Tym razem do mety dotarłem w dobrej formie, właściwie bez kryzysów po drodze. Na mecie czekał znudzony Sławek

IMG_1924

(gdyby skręcił na Giga to nie musiałby tak długo na mnie czekać :) ), jeszcze tylko dość smaczny makaron i wreszcie droga powrotna do domu.

Moim wynikiem nie będę się chwalił 😉 ważne, że dojechałem.

Pozostali członkowie naszego teamu też ukończyli zawody, zajmując niezłe miejsca (Magda 5, Michał 8 w kategorii, inni niewiele gorzej) co pozwoliło nam zająć 13 miejsce w klasyfikacji sport. A ja po powrocie do domu musiałem jeszcze zrobić kurs do szpitala, gdzie wzbogaciłem się o 4 szwy i teraz przez jakiś czas będę wspominał Polanicę przy każdym spojrzeniu w lustro 😉 .

Pozdrawiam roweromaniaków

Lechu

7 comments for “Giga w Polanicy

  1. Grzegorz
    Grzegorz
    21 września 2015 at 11:15

    Leszku, brakuje mi tutaj jeszcze zdjęcia Twojego łuku brwiowego. Gratulacje za wytrwałość!

    • Lechu
      Lechu
      22 września 2015 at 08:12

      Zdjęcia nie będzie, jeszcze by posłużyło do straszenia dzieci na dobranockę :)

  2. Arczi
    Arczi
    21 września 2015 at 13:34

    Lechu, do wesela się zagoi 😀

  3. Arczi
    Arczi
    21 września 2015 at 13:37

    Jeszcze gratulacje dla Karoliny za udany debiut !

  4. smr
    21 września 2015 at 19:14

    Czym się różni kolarz od piłkarza? Kolarz wstaje, ociera krew i jedzie dalej…
    Brawo Leszku, brawo drużyno!
    :)

  5. Magda
    24 września 2015 at 16:31

    Dzięki, Leszku za wspólną jazdę. To był mój najlepszy start w tym sezonie (najwięcej punktów), z pewnością zawdzięczam to Twojej pomocy :)

  6. Michał
    27 września 2015 at 20:08

    super relacja i czekam znowu na sklasyfikowanie drużyny w klasyfikacji sport :p

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close