DSC_0024 (1)

Błotna masakra vs. esencja MTB, czyli BM Wałbrzych

IMG_9577 (1)

IMG_9504 (1)

 

Podjazd, błoto, zjazd, błoto, strumień, błoto, zakręt, błoto, podjazd, błoto, … tak to mniej więcej było. Niektórzy nazywają to błotną masakrą, inni zaś esencją MTB…

Wałbrzych – pierwsza edycja w tym roku, która zawitała w góry. Może jeszcze nie te największe, ale w nogach można było odczuć, że to już jednak góry. Jednak zacznijmy od początku.

Dzień zapowiadał się… no właśnie jak? Ciężko stwierdzić. W Krapkowicach ponoć świeciło piękne słońce, we Wrocławiu panowała wielka mgła, a co się działo w Wałbrzychu to była wielka zagadka. Po dojechaniu na miejsce okazało się, że nie jest źle. Co prawda chmury szczelnie zasłaniały niebo, jednak nie wyglądały na takie, co by chciały nas zalać rzęsistym deszczem. Z racji chwili czasu do startu przejechaliśmy sobie końcówkę trasy – piękna, nachylona i niesamowicie śliska polanka. Później ruszyliśmy zobaczyć co nas czeka na początku trasy – szeroki podjazd, trochę po kostce, trochę po czymś co kiedyś zapewne było asfaltem… nie było źle. Czas leciał więc wybraliśmy się do sektorów, a tak właściwie to w ich pobliże, bo frekwencja dopisywała.

IMG_9597 (1)

 

3, 2, 1, START! Peleton ruszył, Najpierw ruszył Sławek, Michał i ja (Grzesiek). Po chwili zaczęli nas gonić Krzysiek, Arek i Mariusz. Starałem się na początku dotrzymywać tempa Michałowi i Sławkowi, jednak chłopaki pieli się pod górę jak górskie kozice więc zdecydowałem nie jechać za zielonymi koszulkami tylko zgodnie z tym co pokazywał pulsometr, a pokazywał już na początku stanowczo za dużo.

IMG_9687 (1)

 

Pierwszy podjazd prowadził prawie na szczyt Chełmca. W większości szerokie leśne ścieżki jednak pod koniec podjazdu zrobiło się wąsko i z mojej perspektywy trochę za ciasno, bo peleton jeszcze nie zdążył się zbytnio rozciągnąć. Po Chełmcu szybki zjazd w stronę Chełmca Małego. Gdzieś w tych okolicach trasa zaczęła stromo schodzić w dół wąską ścieżką, która wpadała w strumień (nie wiem czy na co dzień płynie tamtędy strumień, ale wtedy płynął). Odcinek ten bardzo przypadł mi do gustu. Był wąski, śliski, techniczny, z miejscami gdzie lawirując między kamieniami można było przegonić kilku zawodników i nadrobić trochę czasu. Po tym zjeździe wiedziałem już, że nie ma co omijać kałuż, bo do mety i tak wszyscy dojedziemy pokryci sporą warstwą błota.

IMG_9571 (1)

 

Peleton jechał dalej powoli zbliżał się rozjazd i pewnie spora część zawodników miała moment zawahania czy zjechać na MINI czy walczyć dalej na MEGA. Postanowiłem walczyć dalej i część MEGA przywitała nas kawałkiem po polanie z krótkim, stromym zjazdem, który miał się okazać w drodze powrotnej podjazdem. Dalej trasa prowadziła w okolicach mniejszych szczytów: Modrzewiec, Węgielnik, Krowiniec, Leśnica, Czernica, Jagodniki, … Mijaliśmy je kolejno nawet o tym nie wiedząc. Cała uwaga skupiona była na tym, żeby nigdzie noga się nie podwinęła, żeby wybrać kawałek gdzie błota jest najmniej, żeby nie popłynąć z błotem na zakręcie, itd… To ostatnie przytrafiło mi się na jednym ze zjazdów. Kolana trochę się poobdzierały, kierownica lekko się skręciła, ale jechać można było dalej.

DSC_0276

Czas mijał przeplatany krótkimi podjazdami, szybkimi szerokimi zjazdami i czasami technicznymi odcinakami. Końcówka części MEGA, to okolice Trójgrabu. W nogach już było trzydzieści kilka kilometrów, a przed nami ostatni większy podjazd. Błoto skutecznie wysysało siły, chmury na niebie były coraz ciemniejsze, a sił coraz mniej. Ostatni podjazd, udało się. Teraz zostało już pędzić w dół do mety… tak myślałem. Po drodze znalazło się jeszcze kilka krótki, stromych podjazdów, które skutecznie mnie spowalniały. Na jednym z nich zobaczyłem Krzyśka, który szybko się do mnie zbliżał. Dojechał do mnie, wymieniliśmy kilka słów przerywanych sapaniem i popędziliśmy dalej.

DSC_0024 (1)

Pogoda się psuła. Z nieba zaczęło trochę kapać, a przed nami jeszcze tylko kawałek błotnistego lasu, śliska polanka i upragniona meta. Brzmiało dobrze. Jednak już na początku zaczęły się problemy. W lesie zrobiło się ciemno. Ściągać okulary źle, bo zaraz oczy zostaną zaatakowane tysiącami kawałków błota. Jechać w okularach też nie dobrze, bo niewiele widać, a zjazd mocno błotnisty. Do tego jedna noga zaczęła głośno krzyczeć „Przestań mnie męczyć bo potraktuję Cie skurczem!” Robiło się coraz ciężej… Ostatni krótki podjazd i jest! W końcu śliska polanka. To już niedaleko. Szybki zjazd i nareszcie upragniona META!

Jak było? Strasznie, błotniście, grząsko, ślisko, ciężko, mokro, … jednym słowem mówiąc WSPANIALE! Może i było sporo błota, może i pod nosem leciały czasami brzydkie słowa, może i na metę każdy przyjeżdżał kompletnie zniszczony, ale według mnie to właśnie była esencja MTB.

Pozdrawiam i do zobaczenia na kolejnym maratonie,
Grzegorz Cz.

7 comments for “Błotna masakra vs. esencja MTB, czyli BM Wałbrzych

  1. Arek
    25 maja 2014 at 21:33

    Grzechu Gratuluję wyniku i równie dobrej relacji :)

  2. Sławek Mędrecki
    Sławek Mędrecki
    25 maja 2014 at 22:57

    przypominam… następnym razem jak będzie padać to odpuszczamy jak zwykle…

  3. Arczi
    26 maja 2014 at 07:17

    Brawa za występ panowie ! Ładna i treściwa relacja Grześ :)

  4. krzychu
    26 maja 2014 at 11:43

    Gratulacje!!! Co do trasy hmm dała mocno popalić, ale o to w tym chodzi :-)

  5. Michał Hońka
    26 maja 2014 at 14:26

    ta końcówka z ciemnym lasem była dokładnie jak Grzesiek opisał…
    Przed tym odcinkiem jechałem z jednym z zawodników chyba z 10km razem. On poleciał w dół jak szalony, a ja z ciemnymi okularami jechałem o wiele wolniej bojąc się jakiegoś upadku. Gdy dojechałem do mety był szybszy o 3min :) , o mały włos stracił bym 2 sektor ;p . A co do zjazdu i rzeczki z początku wyścigu to chciał mnie tam stary dziad wyprzedzać i nawet nie krzyknął prawa i leżeliśmy tam obaj.

    weekend ale został zaliczony do udanych:
    sobota jak już wszyscy wiedzą spokojny przejazd w Wałbrzychu :) bez żadnych strat w sprzęcie. W pensjonacie w Gruszkowie wszystko przeczyściłem i nasmarowałem co było trzeba, a hamulce mówiły mi nie było błota (bez większych zużyć).
    niedziela MTBM w Karpaczu i tam to były górki…. średnia moja prędkość na wyścigu wynosiła 13,3km/h (a czułem się bardzo dobrze po Wałbrzychu). Po prosu nie było tu miejsca na szybkie zjazdy po asfaltach czy polanach, tylko wszystko po kamieniach i korzeniach. Cztery, no bez 5min godziny jechania w ciężkim terenie, szok, cięższego już w tym roku wyścigu nie będzie.
    kamerka Sławku tu by się przydała bo było co kamerować!!!
    M3-40 open 97

    może jedzie ktoś jutro na trening :)

  6. Michał Hońka
    26 maja 2014 at 14:27

    PS
    relacja super Grześku :)

  7. Sławek Mędrecki
    Sławek Mędrecki
    27 maja 2014 at 12:36

    Michał, miałeś brać kamerke.
    Gdy ja wchodzę do setki w open, to w domu otwieram piwo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close