Białe Góry Opawskie

Tym razem wybrałem Góry Opawskie z najwyższym ich szczytem Górą Poprzeczną lub w czeskiej nomenklaturze Pricnim Vrchem. Spodziewając się trudnych warunków wybrałem narty turowe – szersze i mocniejsze od zwykłych biegówek i zrobiłem właściwie.

Start z parkingu pod lanovką w Zlatych Horach. Ku zdziwieniu paru narciarzy, wybrałem kierunek w dół a nie w górę. Bez większych problemów znalazłem mostek na Złotym Potoku i ruszyłem na przełaj przez ośnieżone pole w stronę Kopy. Tam jednak nie zamierzałem wchodzić i po dojściu do pierwszego nawrotu szosy skręciłem w las. Pobojowisko po zwózce drewna napawało niepokojem, ale na szczęście nie ciągnęło się długo i mogłem znowu wpiąć się w narty.

Teraz długie, lecz dość łagodne podejście przejeżdżoną stokówką, potem już po świeżym śniegu. Liczne tropy zwierząt, buchtowiska dzików, cisza, krótko mówiąc – dziewicza (no, prawie) przyroda.


Po minięciu źródeł Osobłogi wybieram zjazd łąkami, który kosztuje mnie dodatkowe podejście, ale nie żałuję.

Z przełęczy nad Hermanovicami trasa wiedzie zielonym szlakiem. Ucieszyłem się widząc ślady nart, te jednak okazały się zmrożone i łuska słabo na nich trzymała. Cóż, większą część jej zadań musiały przejąć kije Frown W końcu dałem za wygraną i założyłem foki; niepotrzebnie, bo po 100 metrach wypłaszczyło się na tyle, że mogłem je zdjąć. Foki są doskonałym środkiem do pokonywania stromych podejść, jednak zdecydowanie spowalniają poruszanie się po bardziej płaskich trasach. Podejście na Pricną dłużyło się wyjątkowo.
Wszystko ma jednak swój kres, więc jakoś doczłapałem na górę.


Gdyby nie tabliczka trudno by się domyślić, że to najwyższa góra całego pasma. Teraz w dół, chociaż po świeżym śniegu narty nie chciały jechać same. Dopiero dalej zrobiło się dość stromo i zjazd zaczął cieszyć. Nie było oblodzenia i jazda sprawiała przyjemność bez obawy wylądowania na drzewie. Mimo, że starałem się trzymać niebieskiego szlaku parę razy trzeba było pogłówkować nad wyborem wariantu, bo ścieżek tam dosyć dużo i czasami znaki nagle się ulatniają. Dojechałem do drogi i nią w stronę widocznego Edesteinu.

Na koniec jeszcze zjazd stokiem przy wyciągu i do domu na obiad. Pod koniec trochę zmarzłem, bo w cieniu mróz nie odpuszczał, chociaż termometr w samochodzie pokazał tylko minus 12 Smile Cała trasa liczyła 20 km i ok. 600 m przewyższeń. Rowerem do zrobienia poniżej 2 godzin, mi zajęła 5.
Tu ślad http://www.bikemap.net/route/1407246


Z nierowerowym tym razem pozdrowieniem,
Lechu


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close