IMG_3440

Anka błotem płynąca

Rozpoczęcie sezonu niespodziewanie zostało przeniesione z Wrocławia do Zdzieszowic – z powodu późnej wiosny i możliwej powtórki wrocławskiego błocka z ubiegłego roku, czego prawie nikt sobie nie życzył. Zdzieszowicka trasa była nieraz sprawdzona po deszczu i wszyscy spokojnie się do niej szykowali. Ja też. Jeszcze w środę było sucho i przyjemnie, zrobiliśmy parę podjazdów, forma rosła, rowerki przygotowane, rzepak zaczynał kwitnąć, super. Niestety w czwartek zaczęło padać i nie chciało przestać. Jak jednak odpuścić zawody „u siebie”? Z powodu nieistotnej konieczności  mycia roweru?

W sobotę zgodnie z apelem prawie cały team stawia się do zdjęcia. Nie wszyscy jednak mają kompletny strój, niektórym wystarcza góra a dół pozostaje „cywilny”. No cóż, można zrozumieć bo deszcz  pada nIMG_1139adal, chociaż jakby mniej.

Już kilka minut po jedenastej a w sektorach pusto, większość bikerów tłoczy się pod namiotami unikając wody lejącej się z chmur. Wreszcie jest spóźniony start i ruszamy. Część obecnych nie wsiada w ogóle na rowery, część zawraca na trasie ale zdecydowana większość dotrze do mety. Jestem zaskoczony taką ilością startujących, którzy mimo deszczu nie zrezygnowali, widać głód walki był większy niż obawy. Do mety dojechało w sumie ponad 1000 zawodników .

Ustawiłem się na końcu ostatniego sektora, żeby mieć trochę satysfakcji z wyprzedzania słabszych, a co! (gdybym ruszył z mojego – czwartego, to mnie by wyprzedzali :). Podjazd idzie świetnie, jednak nad Zajazdem zostałem przyblokowany i nagle okazało się, że nowe spd-ki, które tak starannie w domu wyregulowałem nie puściły na czas. Gleba, obite udo, uuuch!  Pozbierałem się szybko, ruszyłem dalej;  W okolicy amfiteatru trochę korkowania, wiadomo, dalej nieźle chociaż czasem wyprzedzałem jadących z górki biegnąc obok :) Po trudnościach, myślę sobie, chociaż deszcz cały czas pada. Od Żyrowej zaczęły się jednak pielgrzymki piesze – mielenie nogami w błocie, krótkie próby jazdy kończące się kręceniem w miejscu, znowu raz spd-k wygrał próbę sił. A na górze przykra niespodzianka – zamiast szybkiej drogi, którą się zawsze dobrze jedzie, jest rozbabrane błocko lepiące się do wszystkiego czego dotknie a najbardziej oczywiście do rowerów. Ani jechać ani pchać ani ciągnąć, nie mówiąc już o niesieniu tego ciężaru. Ktoś nazwał ten fragment ryżowym polem :( Pierwszy raz nie zmieściłem się w limicie czasu na rozjeździe na mega; zresztą i tak bym zrezygnował, jak zrobiła większość – ta walka już nie była przyjemnością a przecież o to w tym wszystkim głównie chodzi.

IMG_3440

Na metę dotarłem po grubo ponad 2 godzinach, udało się jednak nie zajechać roweru i poza klockami nie musiałem nic wymieniać. Inni nie mieli tyle szczęścia i naprawy pochłonęły sporo kasy. Cóż, taki sport.

 

 

Zdzieszowice 2013 pozostaną na zawsze w pamięci. Błoto było inne niż we Wrocku rok temu ale też niezapomniane. Pierwszy raz widziałem potoki błota sunące po ścieżce, którą wdrapywaliśmy się pod górę. Z naszego teamu do mety dojechało 11 osób, w tym 2 dziewczyny – Magda i Beata, dla których jestem pełen uznania.

IMG_3524

Najbardziej jednak podziwiam 21 gigantów, którzy przejechali najdłuższy dystans – przecież wiedzieli co ich czeka na ryżowym polu po raz trzeci a mimo tego nie odpuścili.

 

 

Lechu

 

Pozwoliłem sobie wkleić zdjęcia z naszej galerii, liczę Autorze na Twoją wyrozumiałość :)

 

2 comments for “Anka błotem płynąca

  1. smr
    smr
    5 czerwca 2013 at 09:07

    rzeczywiście ten maraton na długo pozostanie w mej pamięci :)

  2. Magda
    5 czerwca 2013 at 15:42

    To była rzeź niewiniątek!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close