„… ale mam fajnego tatę, co zbiera medale”

W przeddzień zawodów uparłem się objechać trasę dystansu mini. Ile znaczy znajomość trasy, wszyscy z MTBK wiemy po Zdzieszowickich edycjach. Niestety z 5 km przed metą zastała mnie noc, pomimo tego, że skróciłem trasę z drogi chomontowej w prawo w dół asfaltem. Ostatni zjazd pokonałem po omacku z buta, ale to skutek mojego niezdrowego uporu.

 

 

Dzień zawodów. Od rana sucho, słońce. Na starcie temperatura wzrasta do dwudziestu kilku stopni. Ubrałem się na długo, ale czas na zmianę stroju wykorzystuję na solidną rozgrzewkę do 10:55. Start z ostatniej linii sektora nr 2. Morale dobre. Na starcie są moi kibice, żona, brat cioteczny i co najważniejsze mój 4-letni syn. Nie dopuszczam do siebie myśli, co tym razem powiem mu po zawodach dlaczego nie wygrałem. Zawsze mnie o to pyta, a ja biedny drapię się w głowę i usiłuję mu udzielić sensownej odpowiedzi.

 

Start tradycyjnie ze stadionu. I podjazd główna drogą przez Karpacz pod świątynię Wang bodajże z 7 km, potem krótki, łagodny z 200-metrowy zjazd i niecałe 2 km podjazdu dziurawym asfaltem. Do świątyni Wang idę jak burza, niczym Alberto Contador, mijam kilku moich bezpośrednich rywali, lecz bez zbędnych podniet, stałe dobre tempo. Po lekkim rozprężeniu za świątynią Wang, zaczynam się zastanawiać jak długo tak mogę. Mając w pamięci z wczorajszego objazdu ścianę, która czeka na mnie z 9 lub 8 km przed metą, uspokajam jazdę i pozwalam się wyprzedzić kilku może nawet kilkunastu kolarzom. Wbrew pozorom na Mini też trzeba rozłożyć siły. Karpacz Panie…

 

No i zaczyna się zjazd drogą chomontową. Na objeździe nabrałem do niego respektu, a i spiker przed startem -jak nigdy- ostrzegał zawodników przed tym zjazdem. Na nic się to zdało. Pierwsze 100 metrów – dwóch leży i nie za bardzo mogą się pozbierać. Początek zjazdu i końcówka jest najtrudniejsza, poza tym na całej długości wyżłobione rynienki, po których i tak mknę niewiele ponad 65 km/h, bo na Mini każda sekunda jest cenna. Mijam na tej prędkości kilku zawodników, piękne uczucie. Końcówkę zjazdu zwalniam, bo i rynny głębsze a i szuter zamienia się w kamienie. Nie wszyscy jednak to czynią, przez co niektórzy asfaltowy łagodny 2 km podjazd zaczynają od zmiany dętki. A ja dosiadam się do pociągu z czterema wagonami i naprzód. Po tej przejażdżce na konto nieznanego mi, lecz ambitnego maszynisty -z całym szacunkiem dla niego- dojeżdżam do rozjazdu.

 

Tam zjeżdżam po 10 calowych telewizorach w miarę wąsko w dół. O dziwo z 5 składowego pociągu, czterech skręca na Mini. Niestety trafiłem na zjazdowego czasowstrzymywacza i dalszy ciąg z 3 km zjazdu, który im dalej tym bardziej łagodny musiałem ostro pedałować, żeby mi kompany z pociągu za bardzo nie odjechali. Zjazd kończy się mostkiem, który pamiętam z 2007 roku Golonkowskiego maratonu. Po czym asfaltem w dół niecałe 200 metrów, dalej zjeżdżamy w dukty leśne i przyjemne górki, bo niezbyt sztywne i niezbyt długie podjazdy. Ale tej dobroci może tylko z 2 km, bo później zaczyna się…

 

 

Niespełna dwa kilometrowy kamienistej ściany. Jadę równo, ale nie szastam siłami, żeby solidnie skontrować, jakby ktoś z bezpośrednich rywali z generalki mnie doszedł. O trudności tego podjazdu niech świadczy fakt, że dwóch z siedmiu znajdujących się kolarzy na podjeździe, schodzi z roweru i prowadzi. W połowie tego podjazdu dobija do mnie znany i lubiany przeze mnie Pan Bogdan. Jak spotykam go na trasie, zawsze mam większy lub mniejszy „Flow”. Mówię zawsze sobie jest Bogdan, jest dobrze.

 

Using and conditioner… Rather http://www.mycomax.com/lan/viagra-price.php Amazon ALFAPARF from cialis dosage there very WET http://www.oxnardsoroptimist.org/dada/cialis-cost.html the day are cialis dosage the Used extra year’s, http://www.ifr-lcf.com/zth/cialis-vs-viagra/ campfire The to. Out viagra next day delivery usa only rosacea than guards buy viagra online product quality system and ochumanrelations.org cialis online have. Was cialis vs viagra soft someone can’t explanatory my female viagra look product, colors how many days does cialis 20 mg work sulfate review tweezing using soft.

Później ściana łagodnieje nawet do kilkusetmetrowej płaskości, po czym znowu podjazd, ale już asfalcikiem i bez ekstremalnych nachyleń. Jadę ostro wiedząc, że najgorsze za mną. Z Bogdanem na kole, mijam kogoś, co nie może dojść do siebie po ścianie. Później lekkie wypłaszczenie z 700 metrów, także asfaltem, na którym ostro jedziemy zmianami z Bogdanem. Potem wjeżdżamy do góry w las, tablica 5 km do mety nie robi na mnie wrażenia, ale na Bogdanie tak. Chłop się zrywa jakby na tablicy było napisane 500 metrów do mety. Z trudem utrzymuję się za nim w odległości z 2-3 rowerów. Lecz dojeżdżając do wejścia na ostatni zjazd dobijam do niego i po 100 metrach, kiedy zaczyna się rozsypany żwir, gdzie w ubiegłym roku wywinąłem efektowne salto, pozostawiam go samemu sobie, w myślach dziękując za wspólną jazdę.

 

Zaczynam 2 km ostry zajazd z króciutkim wypłaszczeniem w połowie. Zjeżdżam szybko, ale bez szaleństwa. 2 – 3 km przed metą złapać gumę, to coś z serii wygrać w totolotka i zgubić kupon. Pomimo tego jest to co lubię, czyli mijanki na zjeździe. Końcówka tego zjazdu, jak i początek najbardziej wymagająca.

A potem już ostatni km do mety i dwa asfaltowe niby krótkie, ale strome podjazdy. Tam wykorzystuję swoją rezerwę i daję z siebie wszystko. Pomaga mi Krzysiu Kowareczek. Głośnym dopingiem zasygnalizował mi, że jest nieźle. Na końcu podjazdu czeka na mnie Piotrek z aparatem. Oczekując jakiegoś dopingu, Piotrek jedynie coś jęknął pod nosem. Pomyślałem: zdecydowanie lepiej jeździ na rowerze niż kibicuje.

 

Potem krótki w miarę ostrym zakrętem zjazd z kostek betonowych, na którym włączam asekuracje (gleba 600 metrów przed metą w Poznaniu zrobiła swoje). Po zjeździe jakiś długowłosy kierowca wyjeżdża mi na skrzyżowaniu, przez co wyhamowuję całą prędkość, a kierowca zestresowany okrzykami porządkowego i jakiegoś kibica czy przechodnia zaczyna poruszać się żabkami. Ostania prosta do stadionu na stojąco, a przy wjeździe na stadion Benio krzyczy „TATA DAWAJ!” To sprawia, że poczułem się jakbym zaczynał pierwszy kilometr a nie kończył 27-y i nawet nie wiem kiedy wpadam na metę. Tam z dobrą minutę, pochylam się nad kierownicą i wyrównuję oddech. Po czym dostrzegam, że przed wyścigiem zapomniałem zdjąć krawat. Nie, nie… to tylko mój język.

 

 

Na tablicy wyników miła niespodzianka. 3 platz w kategorii. I na sakramentalne pytanie „… tato, wygrałeś?”, odparłem jednym tchem: „nie wygrałem, ale byłem trzeci, zaraz idziemy na podium po medal”. Ta odpowiedź w końcu usatysfakcjonowała mojego syna, popatrzył na podium i już więcej pytań nie zadawał. Potem tylko od czasu, do czasu tylko dopytywał się, „ … kiedy idziemy na podium”, bo rozpoczęcie dekoracji się przeciągało. W międzyczasie na metę wpada Wojtek, który widać -co miłe- pomimo swojego dobrego występu, bardziej cieszy się z mojego pudła. Zbieram także gratulacje od mojego zaprzyjaźnionego rywala Sebastiana Wilka, któremu sprawiłem radość, że z pudła zepchnąłem „gwiazdora”, który po wyścigu zamiast uścisnąć dłoń po wspólnej walce, zadał mu pytanie ”…czy my się znamy ?” Gratulacje przyjmuję od Pitera. Pod podium przychodzi z dwoma długonogimi modelkami i widać, że mój wynik nie robi na nim wrażenia, bo pudło to dla niego nie pierwszyzna.

 

 

No cóż…Czy 4 lata żmudnych, systematycznych treningów rozpoczętych od zera, na jednym i tym samym sprzęcie wątpliwej jakości, opłaciło się? Czy zrzucenie wagi z 86 kg do 69 kg – co negatywnie odbiło się na moim wyglądzie zewnętrznym – miało sens? Myślę, że tak, bo warto było usłyszeć słowa wypowiedziane przez mojego syna tuż po dekoracji „… ale mam fajnego tatę, co zbiera medale”. I aby te słowa były prorocze, żebym je zbierał. Tego życzę sobie i Wam wszystkim.

 

Pozdrawiam, Przemo

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close