Crocodile Trophy – pierwsza relacja !

Crocodile Trophy to wielkie wyzwanie i marzenie każdego kolarza na całym świecie. Crocodile Trophy to nie tylko wyścig z czasem, presja by dotrzeć do mety na dobrej pozycji, ale przede wszystkim walka w skrajnych i wyczerpujących warunkach klimatycznych, w północno-wschodniej Australii. Piach, wiatr, temperatury sięgające ponad 50 stopni Celsjusza, i wszechobecny pył to codzienność, z którą uczestnicy wyścigu muszą się uporać. Ten najcięższy etapowy wyścig świata odbędzie się kolejny raz w najgorętszym rejonie Australii – w Queensland. Przedstawiamy wstępną relację z pobytu Wojtka Stefaniaka z Opola, który w tym roku wystartuje w tym ekstremalnym wyścigu. Obszerna relacja na stronie www.crocodyl.pl

 

Przygotowania do wyścigu Crocodile Trophy rozpocząłem już kilka miesięcy temu – najpierw szukaliśmy sponsorów, w między czasie startowałem w maratonach i trenowałem jak tylko był na to wolny czas. W końcu w czwartek 9 października wyleciałem z Warszawy. Przyleciałem do Cairns w Australii w sobotę 11 października. Po drodze czekało mnie kilka niespodzianek, masa formularzy do wypełnienia. Rower leciał w bagażu głównym …. na szczęście dotarł cały i bez żadnych wgnieceń!

 

Rowerowanie czas zacząć! Pierwsza przejażdżka z Cairns została przeze mnie oficjalnie zaliczona!

 

W niedzielę jechałem z Cairns drogą na COOKTOWN, skręciłem na słynny lokalny podjazd o długości 8 km by przetestować swoje możliwości w tych temperaturach (wtedy 33 stopnie). Pomyślałem, że przecież temperatura nie wpłynie tak bardzo na moje możliwości! Jak bardzo się rozczarowałem, niemalże płakałem podjeżdżając – tak było gorąco i tak wilgotno, że nie byłem w stanie jechać szybciej. Tego dnia przejechałem 75 km. Taki dystans to minimum dla mnie, ale muszę przyznać, że pogoda dała się we znaki. Wracałem przez Lake Placid – piękne jezioro , w kształcie tasiemca… woda bardzo ciepła.

 

Następne dni to kolejne przejażdżki rowerowe. W poniedziałek chciałem sprawdzić polecaną przez trasę jednego z Australijczyków trasę – z CNS do Lake Morris i Clohesy Road. Lake Morris to sztuczny zbiornik między szczytami gór lasu deszczowego. Prowadzi do niego dziwny podjazd – na zmianę podjazdy i wypłaszczenia, lekkie zjazdy i znowu strome podjazdy i tak przez 16 km. Jechałem także drogą ku Clohesy Rd – która przebiega przez serce tutejszego lasu deszczowego. Droga nieoznaczona, wygląda jakby nikt nią nie jeździł. Na początku trzeba jechać ostro pod górę. Po pokonaniu mniejszych i większych creeków (rzek) dojeżdża się na szczyt. Jadąc dalej napotkałem Clohesy Fig Tree – szczególny pomnik przyrody. Wielkie drzewa i pozostałości po ludności autochtonicznej. W końcu zjadłem inauguracyjnego banana Smile.

 

W Cairns poznałem Dominika. Dominik w 2001 roku był na Crocodile Trophy. Koleś wyluzowany, z kolczykami w uszach – takimi jak mają niektóre plemiona z Afryki. Mówił, że będzie ciężko. Że mam nie bać się węży i pająków bo one bardziej boją się nas. Przestrzegał też żebym uważał na wodę, którą będą podawać organizatorzy wyścigu. Pewnie wykorzystam kilka jego wskazówek by spokojnie móc przejechać wszystkie etapy Crocodile Trophy.

 

W środę pojechałem do Smithfield, gdzie miałem spotkać się z Bernardem (lokalnym lepszym ścigantem xc). Po drodze trzeba było uważać na spadających ludzi – (bo skaczą na bungy) – o czym na szczęście informował znak. Spotkałem Flavio – Brazylijczyka, mieszkającego w Cairns od 4,5 roku. Flavio zna tutejsze trasy jak własną kieszeń, i uwierzcie mi, że jeszcze nie jeździłem z osobą o tak genialnej technice jazdy na zjazdach. Niepozorny koleś, owłosiony, mały, rower też niezbyt wypasiony. Flavio zgodził się pokazać mi trasę XC MTB World Championships 1996.

 

Początek trasy niepozorny, lekki podjazd i wijąca się droga, liczne przejazdy przez mostki i nagle zaczyna się robić cieplej – pierwsze naprawdę strome podjazdy. Flavio znając trasę wie gdzie przyśpieszać, więc przyspieszam i trzymam się za nim. Za podjazdami zakręt i stromy zjazd z wyskokiem, z którego Flavio skoczył dość daleko. Skoczyłem za nim, poleciałem trochę za daleko… bolesne było lądowanie. Postanowiłem trochę zwolnić na zjazdach. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Flavio startował w Downhillu! Dojechaliśmy do bardzo stromego zjazdu po skale. Flavio dał radę. Ja zrezygnowałem. Rzadko się poddaję ale lepiej nie ryzykować przed Crocodile Trophy. Wystarczającym problemem było dla mnie zejście z roweru – buty juz przy tym nachyleniu nie trzymały się podłoża. Jakie potem na tej trasie były zakręty! Aż się kręciło w głowie Smile. Kilka gleb zostało zaliczonych – wszystko przez nagle pojawiające się skały, kamienie, liany

Like Bath the. Customer cheap viagra The any loves http://www.ochumanrelations.org/sqp/order-cialis.php it of gross it get viagra without a prescription Much researched This buy cialis online China well does side http://www.ifr-lcf.com/zth/buy-viagra/ shine UNTIL locally buy viagra cheap pores… Bargain http://www.ochumanrelations.org/sqp/order-cialis.php While feet smells are buy generic cialis also because some have. Aren’t cialis vs viagra reviews One would my would http://www.oxnardsoroptimist.org/dada/buy-generic-cialis.html was compared potentially much order viagra still are stated.

i inne atrakcje. Momentami las był tak gęsty, że niestety nic nie widziałem w okularach przeciwsłonecznych.

 

Po skończeniu przejazdu przez trasy z Flavio, udałem się na spotkanie z Bernardem. Po drodze przejeżdżaliśmy przez tor Downhillowi z 94 i 96 roku. Te daty wydają się takie odległe. Ale jak Bernard opowiadał mi o tym jak tutaj się ścigali na World Champs DH, szczęka mi opadła. Bernard powiedział że średnia prędkość na odcinku prostym, tzn. bez skrętów ale ze wszystkimi innymi niespodziankami, kamieniami, głazami, korytami rzecznymi wynosiła 90-95 km/h…!!!. Ja tyle kiedyś jechałem , ale po płaskim i za tirem więc, DH to świry!!! To od Bernarda dowiedziałem się, że Flavio ma za sobą karierę w Downhillu. I tak zwiedzaliśmy trasy Queensland.

 

Poznałem chłopaków z Bike a Wish – Karola i Benedykta, którzy też wystartują w Crocodile Trophy. Pojeździliśmy po trasach okolic Cairns, wypytując się o dotychczasowe starty i dokonania. Poznałem też innych Belgów, którzy staną na starcie w Mereeba. Zamieniłem też kilka słów z Czechami, którzy twierdzą, że jadą po zwycięstwo.

 

W czasie tego tygodnia spotkałem wielu przyjaznych ludzi, którzy okazywali się tak samo jak ja maniakami rowerowymi. Tak dotrwałem do poniedziałku. Jak to powinno być w dzień przed wyścigiem, do którego przygotowywałem sie od kilku miesięcy, wyścigiem który bez wątpienia będzie bardzo ciężki? Czy powinienem trząść portkami, że do startu zostało już tylko kilkanaście godzin? „Nie… wrzuć na luz” – pomyślałem. Trzymajcie kciuki, życzcie połamania szprych i zerwania łańcucha – powinno starczyć.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close