21 sekund …

 

Do Ustronia przyjechaliśmy w składzie: Grzegorz, Krzychu, Kacper i JA Smile po drodze błądząc chyba z pięćdziesiąt kilometrów Smile

Na miejsce dotarła też reszta ekipy. Jeszcze tylko zmiana ciuszków, numer startowy, pamiątkowe zdjęcie (po raz pierwszy z banerem naszego teamu), dopieszczenie rowerków i rozgrzewka.

 

No i tu rozczarowanie…

Już po pierwszych kilku kilometrach czułem, że będzie to ciężki maraton – brakowało formy i jakoś źle się czułem

… chyba po tym, kiedy przejeżdżając obok Grabka usłyszałem, że będzie to najcięższy maraton z tegorocznych edycji Wink odechciało mi się jechać!

Po chwili spotkałem Arcziego i robiąc smutną minę powiedziałem, że jakoś źle się czuję – licząc na to, że powie mi coś w stylu: wiesz co Sławek, to może lepiej nie jedź. Ale tak nie powiedział! Usłyszałem tylko: „A ja dziś jestem w świetnej formie! Będzie dobrzeee!” – ot kolega

 

Po starcie jakoś szło. Dziewięcio-kilometrowy podjazd rozpocząłem spokojnie, oszczędzając siły na resztę trasy.

Później było dużo interwału (co zresztą bardzo lubię), a przez cały czas towarzyszyły piękne widoki.

Trudne okazały się dla mnie zjazdy, zwłaszcza ten długi na około trzydziestym kilometrze. Tu przydałby się full, bo w pewnym momencie rower chciał mnie po prostu zrzucić z siodełka. Jakieś rodeo – pomyślałem.

 

Kiedy zaczął się ostatni podjazd pod Równicę, wyglądał niepozornie. Szybko mnie wykończył, a pod koniec podjazdu to już była piesza pielgrzymka.

Później to już było tylko w dół i do mety – w końcu! Laughing

Jadąc tak, co chwilę nerwowo oglądałem się za siebie i wypatrywałem rywala.

Na asfalcie przed metą dogoniłem jeszcze dwóch bikerów i na kilkaset metrów przed metą udało mi się ich wyprzedzić Laughing

Wjeżdżając na stadion oddałem jeszcze długi skok nagrodzony brawami kibiców, no i sprint do mety.

 

Finiszując odwróciłem głowę i zobaczyłem tego kogo nie chciałem zobaczyć tak SZYBKO na mecie. Miał też taką koszulkę jak ja i numer startowy: 660 Wink

Tak, to był Artur. Startował z późniejszego sektora i pokazał mi gdzie raki zimują wyprzedzając o 21 SEKUND!!!

Pogratulowałem mu szczerze, choć do dziś mam do niego żal, że do mnie nie zadzwonił i nie powiedział, że się zbliża do mnie…

 

Tak naprawdę, to znów byłem z siebie zadowolony, bo wystartowałem i dojechałem do mety Wink

 

 

Pozdrawiam, Sławek (Mędziu)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close