DSC_9647

1602 m n. p. m. – runda II

Rok temu pierwszy raz zmierzyłem się ze Śnieżką (http://mtbkrapkowice.pl/1602-m-n-p-m/). Impreza tak mi się spodobała, że byłem pewny swojej obecności na starcie i w tym roku. I tak też się stało. Ale od początku…

DSC_9645 Uphill zaplanowano na 9 sierpnia. Zgodnie z tym zaplanowałem sobie wcześniejszy urlop w górach w ramach aklimatyzacji :) Tydzień przed wybrałem się do Szklarskiej Poręby. Rower oczywiście pojechał ze mną, jednak cierpliwie czekał na Uphill. I doczekał się. Przyszła sobota. Rano wsiadłem na rower i pognałem na autobus, który miał mnie zabrać do Karpacza. Niestety pan kierowca stwierdził, że przewozi bagaże, a nie rowery więc chwile później już pędziłem w stronę Karpacza na rowerze. Po drodze zgarnął mnie kolega i już koło godziny 9.00 szykowałem się do startu. Pogoda zapowiadała się idealna. Ciepło i słonecznie, to co lubię. Powoli dochodziła godzina 10.00 na którą zaplanowany był start. Ustawiłem się z tył stawki z myślą, że jeszcze będzie czas na wyprzedzanie i cierpliwie czekałem…

3, 2, 1, START.

DSC_9646

Peleton ruszył… ale jakoś tak mozolnie. Już na początku zrobił się zator. Sprawcami całego zamieszania były ogródki piwne/restauracyjne, które zabierały część ulicy. Jak już peleton przebrnął przez szykany zaczął nabierać prędkości. Po asfalcie jechał mi się całkiem dobrze. Noga podawała i powoli wyprzedzałem kolejnych zawodników. Czas leciał i nim się obejrzałem, już wjeżdżaliśmy na szlak. I tutaj zaczęła się prawdziwa walka. Tętno nie chciało spadać poniżej 180, Kamienie skutecznie wybijały z rytmu, słońce paliło niemiłosiernie, pot lał się z czoła i niestety moja sztyca coraz bardziej się chowała do ramy. Szybki pit stop, dociśnięcie zacisku i dalej w górę. Po jakimś czasie w końcu zza drzew wyłonił się cel. Wspólny cel dla przeszło czterystu kolarzy walczących na trasie. I ja byłem wśród nich. Jednak moim celem nie było tylko wjechać na szczyt. Chciałem to zrobić w krótszym czasie niż przed rokiem. Na zegarku minuty uciekały w zastraszającym tempie, tętno mówił, że szybciej się nie da, nogi szukały w mięśniach resztki zmagazynowanej energii, a ja ciągle piąłem się pod górę.

Przy Domu Śląskim zorientowałem się, że nie będzie tak łatwo z pokonaniem ubiegłorocznego czasu. Zostało kilka minut, a przede mną jeszcze ostatni podjazd. Ale wałczyłem. Jeszcze kilometr, kilkadziesiąt metrów, jeszcze kilka metrów, ostatni zakręt, ostatnia prosta, ostatnie kamienie i jest! META!

DSC_9647

Wleciałem, a raczej wtoczyłem się, na metę kompletnie wykończony. Usłyszałem głos: „Grzegorz Czmielewski, godzina, dwadzieścia cztery minuty, pięćdziesiąt dwie sekundy…”. Czyli jednak nie udało się. Przyjechałem ponad półtorej minuty później niż przed rokiem. Pierwsze odczucie, to mały zawód. Może złe przygotowanie, może niewystarczający odpoczynek przed startem, może za długa przerwa od roweru, może złe śniadanie, może gdyby wiatr wiał inaczej, może te szykany na początku trasy, może…, może…, może…. Jednak jak chwilę odsapnąłem to nie czułem się zawiedziony. Wiedziałem, że dałem z siebie wszystko, a pulsometr to tylko potwierdził. Wniosek jest jeden: Rundę drugą wygrała Śnieżka, ale to jeszcze nie koniec walki :)

Do zobaczenia za rok z jeszcze większą motywacją,
Grzegorz

Relacja z TVP Wrocław:
https://www.youtube.com/watch?v=ksQrxz4cGv0&feature=youtu.be

 

2 comments for “1602 m n. p. m. – runda II

  1. Magda
    12 sierpnia 2014 at 21:55

    Gratuluję! To wielkie osiągnięcie!

  2. Michał Hońka
    12 sierpnia 2014 at 23:02

    no za rok jadę na pewno z Tobą, a też mam stary czas do pokonania :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close